Bitwa w Miodusach Pokrzywnych

3
24453

1 szwadron 5. Brygady Wileńskiej AK, pod dowództwem por. Zygmunta Błażejewicza „Zygmunta” doszczętnie rozbił ekspedycję karną NKWD-UB-LWP

Starcie w Miodusach Pokrzywnych na Podlasiu, obok bitwy stoczonej przez zgrupowanie mjr. Mariana Bernaciaka „Orlika” w Lesie Stockim i walki oddziałów NOW pod dowództwem mjr. Franciszka Przysiężniaka „Ojca Jana” pod Kuryłówką, było jednym z największych zwycięstw oddziałów podziemia antykomunistycznego nad siłami NKWD-UB w powojennej Polsce.

18 sierpnia 1945 r. 1 szwadron 5. Brygady Wileńskiej AK, pod dowództwem por. Zygmunta Błażejewicza „Zygmunta” wsparty oddziałem ppor. Władysława Łukasiuka „Młota” doszczętnie rozbił ekspedycję karną NKWD-UB-LWP, pacyfikującą podlaskie wsie.

Kadra 5. Brygady Wileńskiej. Od lewej: mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka”, por. Jerzy Jezierski „Stefan”, ppor. Władysław Łukasiuk „Młot”, por. Zygmunt Błażejewicz „Zygmunt”, ppor. Lucjan Minkiewicz „Wiktor”, ppor. Jan Zaleski „Zaja”. (IPN)

Przed południem 15 sierpnia 1945 r. trzy szwadrony 5. Brygady Wileńskiej AK, dowodzone pod nieobecność mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” przez por. Zygmunta Błażejewicza „Zygmunta” wraz z oddziałem ppor. „Młota” wkroczyły w zwartej kolumnie do Jabłonny Lackiej (pow. sokołowski), w której właśnie odbywał się odpust. Partyzantom, którzy postanowili uczcić rocznicę „Cudu nad Wisłą”, mieszkańcy zgotowali wyjątkowo serdeczne przyjęcie.

Kadra oficerska 5. Brygady Wileńskiej, sierpień 1945 r. Od lewej: ppor. Mikołaj Kuroczkin „Leśny”, por. Jerzy Jezierski. „Stefan”, ppor. Lucjan Minkiewicz „Wiktor”, por. Marian Pluciński „Mścisław”, por. Zygmunt Błażejewicz „Zygmunt”, mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka”, ppor. Władysław Łukasiuk „Młot”, ppor. Jan Zaleski „Zaja”, ppor. Romuald Rajs „Bury”. (IPN)

Po uroczystej mszy świętej por. „Zygmunt” ze schodów kościoła wygłosił przemowę do zebranej ludności, a następnie kadra oficerska udała się na obiad do księdza prałata Fijałkowskiego. Mieszkańcy Jabłonny zorganizowali zabawę, na którą zaproszono także żołnierzy Brygady. W trakcie obiadu do por. „Zygmunta” przybyli ludzie z siatki terenowej AK-AKO z okolic Ostrożan (gm. Drohiczyn), którzy „dosłownie błagali o ratunek”. Okazało się, że na nadbużańskich, południowych terenach powiatu bielskiego pojawiła się sowiecka ekspedycja karna dowodzona przez mjr. NKWD Wasilija Gribko, złożona z 4. kompanii strzeleckiej 267 p. strzel. WW NKWD, plutonu 1. pp 1. DP LWP i grupy ubeków z Bielska Podlaskiego. Sowieci, prowadzeni przez dwóch informatorów, dokonywali doraźnych represji na wskazanych ludziach z siatki terenowej podziemia. Dla „uprawomocnienia” tych działań mieli ze sobą nawet sędziego i prokuratora.

NKWD w Bielsku Podlaskim rzuciło przeciw partyzantom dwa bataliony 267 p. strzel. WW NKWD, kompanię 1. pp LWP, a także dywizyjną szkołę 62. DS NKWD w sile 142 żołnierzy.

Por. Zygmunt Błażejewicz „Zygmunt”, dowódca 1. szwadronu 5. Brygady Wileńskiej AK. (IPN)

Por. „Zygmunt”, który nie wiedział, że „bandę Łupaszki” poszukuje jeszcze kilka innych silnych jednostek NKWD, KBW i LWP, obiecał delegacji, iż „zrobi porządek” z grupą operacyjną mjr. Gribko. Nocą z 15 na 16 sierpnia 1945 r. 1. szwadron wraz z oddziałem „Młota” (ok. 100 żołnierzy) przeprawił się przez Bug na wysokości Drohiczyna, co nie uszło uwadze komunistycznej agentury. Powiadomione przez nią dowództwo NKWD w Bielsku Podlaskim natychmiast rzuciło przeciw partyzantom dwa bataliony 267 p. strzel. WW NKWD, kompanię 1. pp LWP, a także dywizyjną szkołę 62. DS NKWD w sile 142 żołnierzy.

Kpt. Władysław Łukasiuk „Młot”, od października 1946 r. dowódca 6. Brygady Wileńskiej AK. (IPN)

W tym czasie oddziały „Zygmunta” i „Młota” przesunęły się na północny zachód i w nocy z 17 na 18 sierpnia 1945 r. stanęły na kwaterach we wsi Miodusy Pokrzywne. Około godz. 14.00 zauważono od strony Ostrożan zbliżającego się przeciwnika. Zarządzono alarm, a por. „Zygmunt” z partyzantami 1. szwadronu ruszył do wschodniej części wsi, gdzie stacjonowali ludzie ppor. „Młota”.

trzy szwadrony 5. Brygady Wileńskiej AK wkroczyły …

1. szwadron 5. Brygady Wileńskiej w marszu, Podlasie, lato 1945 r. (IPN)

Wybiegliśmy w ośmiu z naszej kwatery, dążąc do tej stodoły. Nie mieliśmy pojęcia, że jest napchana wojskiem

W tym momencie zaczęła się gwałtowna ulewa. Po chwili od strony stanowisk ppor. „Młota”, gdzie na ubezpieczeniu stała drużyna kpr. Władysława Poryckiego „Wilka I”, padły pierwsze strzały, a zaraz potem rozpętała się gwałtowna wymiana ognia. Okazało się, że znaczna część napastników szukała schronienia przed deszczem w stodole na skraju wsi, gdzie natknęła się na ludzi „Młota”. Około 25 członków grupy operacyjnej zdążyło zająć stanowiska w przydrożnym rowie, reszta przyjęła obronę w owej stodole i jej bezpośrednim otoczeniu. Dalszy przebieg boju tak opisywał por. „Zygmunt”:
„Wybiegliśmy w ośmiu z naszej kwatery, dążąc do tej stodoły. Nie mieliśmy pojęcia, że jest napchana wojskiem. W prawo od stodoły stały chlewy, za którymi odbywała się niewidoczna dla nas walka, którą dowodził „Wiktor” [por. Lucjan Minkiewicz]. Z rowu i poprzez dziury w stodole walił do nas nieprzyjaciel. Koło nas znalazł się ppor. „Młot” […]. Ze stodoły, o kilkadziesiąt kroków od nas, wyskoczyło kilku żołnierzy – zginęli natychmiast. Zza rogu wychylił się bokiem jeden, rzucając granat, który wybuchł nie czyniąc nam szkody. Gdy chciał rzucić drugi, posłałem seryjkę z PPS. Granat wybuchł na miejscu, przy rzucającym. Ryknąłem – „Konar”, rakietę w stodołę! Natychmiast stanęła w płomieniach. W środku ginęli ludzie. Przez wrota wypadł ppor. Piwowarski (słynny z „badań” w więzieniu). Mundur palił się na nim i dymił. Nie bardzo przytomny, gasił rękoma. Posłałem serię. Upadł bez ruchu. Stanęliśmy za chlewami. Stodoła nie była już groźna. Po chwili z rowu zaczęły do nas bić dwa „Dziekciary” [erkaemy Diegtariewa] […]”.

St. sierż. Józef Babicz „Żwirko”, drużynowy w 1 szwadronie 5. Brygady Wileńskiej AK, a następnie dowódca 3. szwadronu 6. Brygady Wileńskiej AK. Poległ 17 lutego 1947 r. w walce z UB- KBW w Kiełpińcu (gmina Sterdyń). (IPN)

W tym momencie sytuacja stała się niekorzystna dla partyzantów, którzy próbując unieszkodliwić erkaemy, w wyniku silnego i celnego ognia stracili czterech ludzi. Dopiero po kilku minutach drużynowi 1. szwadronu, sierż. Józef Babicz „Żwirko” i plut. Roman Cieślik „Puchacz”, seriami z broni maszynowej „uspokoili” jeden z zabójczych erkaemów. Załoga drugiego próbowała się wycofać, jednak dosięgły ich kolejne serie ze strony grupy „Wiktora”. W pewnym momencie wyskoczyli z rowu i zaczęli uciekać dwaj cywile (prokurator i sędzia), którzy jednak po chwili również padli w ogniu partyzantów. Jak relacjonował por. „Zygmunt”, walka powoli zaczęła dobiegać końca.
„[…] Wróg dalej ostrzeliwał przez drogę, „pilnowany” z glinianek przez „Żwirkę” i „Puchacza”. Koło palącej się chaty, po tej stronie drogi, ciężko ranny „Harłapan” [plut. Ryszard Łubrzyc] z okrzykiem – Nie dajcie się chłopcy – dostrzelił się z pistoletu. Zaciągnąłem drużynę i omijając palące się zabudowania zająłem stanowisko w rowach koło „Żwirki” i „Puchacza”. Gospodarze dzielnie walczyli z ogniem, lokalizując pożar – około jedna trzecia wsi spłonęła. Nieprzyjaciel – piętnastu, po wystrzelaniu amunicji, podnosił ręce do góry. Rzucali broń i wyszli z rowu na naszą stronę drogi. „Żwirko” z „Puchaczem” podeszli do plutonowego o bolszewickiej mordzie. Ktoś krzyknął – uwaga na granat! Plutonowy rzucił ogromny granat pomiędzy nich. Przywarliśmy wszyscy do ziemi. Granat wybuchł nie czyniąc nikomu szkody. Bolszewik zmarł natychmiast. Podbiegł do nas młody kapral. „Ja wasz, ja z wami!” – Przejęty śmiercią najlepszych żołnierzy, którzy jeszcze leżeli koło nas, nie domyśliłem się, że to zdrajca Fijałkowski. I tak wszyscy zginęli – piętnastu. Razem 61 nieprzyjaciół. Uratował się tylko konny goniec majora Gribko […]”.

Grupa operacyjna uległa całkowitemu zniszczeniu dopiero po wystrzeleniu amunicji i wyrzuceniu wszystkich granatów.

Po dwóch godzinach walka, mająca bardzo zaciekły charakter, została zakończona. Grupa operacyjna uległa całkowitemu zniszczeniu dopiero po wystrzeleniu amunicji i wyrzuceniu wszystkich granatów. Sam major Gribko bronił się do końca – martwy, w zaciśniętej ręce trzymał Waltera z pustym magazynkiem. Jeńców nie brano, ci którzy wyszli z rowu z podniesionymi rękoma, zostali na miejscu rozstrzelani.

Około godz. 16.00 ubezpieczenie od strony Ostrożan zameldowało, że w polu widzenia pojawił się samochód pancerny, który jednak ostrzelany przez partyzantów z erkaemów, szybko się wycofał. Po zebraniu rannych i zabitych oraz zdobycznej broni oddział odskoczył w kierunku Perlejewa, gdzie pozostawili poległych (pochowano ich na cmentarzach w Perlejewie i Śledzianowie), a następnie zapadli w lasy rudzkie. 1 szwadron por. „Zygmunta” i grupa ppor. „Młota” miały w sumie 8 poległych i 10 rannych.

Wejście 1. szwadronu 5. Brygady Wileńskiej AK do Jabłonny Lackiej, 15 sierpnia 1945 r. (IPN)

Straty grupy operacyjnej oceniane są odmiennie w różnych źródłach. Por. „Zygmunt” podaje – najprawdopodobniej zawyżoną – liczbę 61 zabitych, choć podobnie, na ponad 50 ludzi, oceniał je też wywiad NZW. Dowódca 62. DS NKWD określał je na 27, a dowództwo 1. pp – na 30 zabitych. Goniec por. „Zygmunta”, kpr. Rajmund Drozd „Mikrus”, podawał w swych zeznaniach, że „po stronie Wojska Radzieckiego zginęło 30-35 osób”. Według oceny dr K. Krajewskiego i dr T. Łabuszewskiego poległo nie mniej niż 18 oficerów i żołnierzy NKWD, 11 żołnierzy LWP, 3 pracowników UBP z Bielska Podlaskiego oraz sędzia, prokurator i dwóch informatorów.

Bolszewicki oddział szturmowy zostaje całkowicie rozbity.

Porażka zadana grupie operacyjnej w Miodusach Pokrzywnych należy do jednej z największych klęsk poniesionych przez NKWD w powojennej Polsce. O tym, jak dotkliwy był to cios, niech świadczy fakt, iż zastępca dowódcy 62. DS NKWD płk Riezinkin otrzymał od sowieckiego doradcy przy MBP, gen. Seliwanowskiego, rozkaz przeprowadzenia operacji specjalnej mającej doprowadzić do całkowitego zniszczenie „bandy Zygmunta”, uznanej za szczególnie groźną. Warto na zakończenie przytoczyć fragment meldunku Komendy Powiatu NZW Bielsk Podlaski za sierpień 1945 r. dotyczący walki w Miodusach, z którego jasno wynika jak wielką, choć chwilową ulgę musieli poczuć mieszkańcy Podlasia po likwidacji grupy mjr. Gribko:
„[…] Niedaleko Siemiatycz koło wsi Miodusze [Miodusy] dochodzi do potyczki między oddziałem Zygmunta i Młota, a bolszewicką obławą (oddziałem szturmowym). Bolszewicki oddział szturmowy zostaje całkowicie rozbity. […] Zabitym bolszewikom zrobiono w Bielsku manifestacyjny pogrzeb. Na grób Grypki [Grybki] przysłano wieńce z Mińska i Smoleńska. Wygłoszono mowy pełne pogróżek pod adresem Polaków. Major Grypko [Grybko] (opinia): ohydny bolszewik, polakożerca, ostatni skurwysyn. Kula partyzanta, która rozwaliła mu łeb, z punktu widzenia Polaka, jest to najlżejszy wymiar kary”.

Grzegorz Makus
historyk, twórca strony „Żołnierze Wyklęci – Zapomniani Bohaterowie