Gawęda o „Szalonym Staśku”

0
2431

Uwaga! Artykuł zawiera drastyczne zdjęcia.

     Już za życia stał się legendą Białostocczyzny. Opowieści o jego wyczynach i brawurowych akcjach były żywe wśród ludności w tamtej epoce. I pomimo upływu czasu i pokoleń nadal zajmują miejsce w pamięci zbiorowej. Dla jednych jest to jasna legenda, dla innych czarna. Nie ulega jednak wątpliwości, że był postacią nietuzinkową. Bo tylko taka osoba mogła przez prawie 5 lat skutecznie grać na nosie komunistom. A przecież, jak świetnie to ujął historyk p. Piotr Łapiński: „był zwykłym chłopakiem z Podlasia…”. Cóż więc spowodowało, że był jednym z najdłużej walczących dowódców nie tylko na Białostocczyźnie?

Pozorowana chłosta. W środku z pistoletem w dłoni „Wiarus”, obok „Vis” obok niego najniższy wzrostem Edward Wądołowski, ps„Humor”, „Humorek”

Stanisław Grabowski – bo o nim będzie mowa – urodził się 9 marca 1921 roku w Grabowie Starym w niezbyt zamożnej rodzinie rolników wywodzących się z drobnej szlachty. Niewiele wiemy o jego wczesnych latach. Na pewno ukończył 4 klasy szkoły powszechnej. Później, podobnie jak wielu rówieśników, pracował w rodzinnym gospodarstwie.

W trakcie okupacji niemieckiej uczył się stolarstwa. Do dnia dzisiejszego w jego rodzinnej miejscowości ponoć zachowały się budynki, przy których budowie pracował przyszły „Wiarus”. Na początku 1943 roku Stanisław wstąpił do Narodowej Organizacji Wojskowej, od 1942 roku scalonej z AK ale zachowującej pewną autonomię. Na terenie powiatu Wysokie Mazowieckie była to silna i prężna organizacja konspiracyjna, która została założona przez przedwojennych działaczy i sympatyków Stronnictwa Narodowego.

„Wiarus”, bo taki pseudonim obrał sobie Grabowski, był szeregowym członkiem tzw. „siatki”, czyli niezdekonspirowanego zaplecza organizacji. Prawdopodobnie przeszedł podstawowe przeszkolenie wojskowe, być może otrzymywał czasami jakieś zadania organizacyjne.

Jesienią 1944 roku po zajęciu tych terenów przez armię sowiecką, NOW pozostała nadal w konspiracji. W roku następnym w ramach ogólnopolskiego porozumienia scaliła się z NSZ tworząc Narodowe Zjednoczenie Wojskowe.

„Wiarus” jesienią 1945 roku trafił do powiatowego oddziału Pogotowia Akcji Specjalnej, którym dowodził wachmistrz „Stalowy”- NN, przedwojenny zawodowy wojskowy i żołnierz wileńskiej AK. W oddziale tym zaczął zdobywać pierwsze szlify i doświadczenia partyzanckie. Uczestniczył w zdobyciu posterunków MO w Poświętnem i Sokołach.

W lutym 1946 roku wraz z macierzystym oddziałem trafił w szeregi III Wileńskiej Brygady NZW dowodzonej przez kpt. „Burego” – Romualda Rajsa. Wraz z nią uczestniczył w słynnej „wyprawie na Prusy” oraz w partyzanckiej bitwie z obławą UB-KBW-NKWD pod Gajrowskimi (Girsówką) niedaleko Orłowa 16 lutego 1946 roku. Później nastąpił odwrót w kierunku powiatu łomżyńskiego i częściowa demobilizacja oddziału. Wśród zwolnionych do pracy „w siatce” znalazł się również „Wiarus”. Długo jednak nie zagrzał tam miejsca. Latem tego samego roku terminował jako dowódca drużyny w batalionowym oddziale PAS plut. „Wybickiego” – Lucjana Grabowskiego. W lipcu tegoż roku otrzymał awans na plutonowego.

NN pozoruje opatrywanie „Wiarusa”

„Wiarus” pogłębiał doświadczenie z dziedziny „wojny szarpanej” do kwietnia 1947 roku. Wówczas to, podobnie jak wielu innych, skorzystał z obowiązującej amnestii i 17 kwietnia ujawnił się w PUBP w Białymstoku. Oddał pistolet i celowo przestrzelony karabin automatyczny, napisał ogólnikowe oświadczenie i powrócił do domu. I być może wiódłby spokojny żywot, pracując na roli gdyby nie pewien znamienny incydent.

W kilka tygodni po „legalizacji” wybrał się w pewien sobotni wieczór na wiejską zabawę. I tam napadła na niego grupa wiejskich opryszków. Nie wiadomo, czy działali na zlecenie UB czy była to ich prywatna chęć „odegrania” się na byłym partyzancie. Nie zachowały się żadne dokumenty na temat tego incydentu. Być może owe „niebieskie ptaki” otrzymały w swoim czasie od podziemia porcję solidnych kijów lub batów jako sankcję np. za łamanie 7 przykazania i stąd rewanżyzm w stosunku do Grabowskiego. Nie wdając się w szczegóły i nie mnożąc spekulacji, stwierdzić należy jedno. „Wiarus” został nieźle poturbowany, jednakże nie upadł na duchu. Jako człowiek bojowy i krewki, Stanisław postanowił zniwelować przewagę liczebną strony przeciwnej. Dotarł do domu i z sobie znanego schowka wyciągnął wynalazek przedstawiciela radzieckiej myśli technicznej Georgija Szpagina czyli słynną „pepeszę”. Po czym zrobił z niej użytek… Nie należy się dziwić „Wiarusowi”, iż zachował broń. Podobnie jak wielu innych ujawniających się, był człowiekiem nieufnym i wolał sobie pozostawić „na wszelki wypadek”, coś bardziej pewnego aniżeli amnestyjne słowo honoru oficerów UB…

Po tym zajściu „Wiarus”, poszukiwany przez milicję, zaczął się ukrywać. Ale niedługo. Już w czerwcu dołączył na nowo do podziemia. Został mianowany przez Komendanta Powiatu Łomża i Wysokie Mazowieckie ppor. „Ciemnego” – Tadeusza Narkiewicza dowódcą patrolu PAS. W ten sposób rozpoczął drugi rozdział swej partyzanckiej historii.

Jego zmysł taktyczny, znajomość terenu, skuteczność, brawura i pewnego rodzaju fantazja stworzyły mit „Szalonego” lub „Szalonego Staśka” wśród ludności regionu. Do śmierci wiosną 1952 roku przez oddział „Wiarusa” przeszło ponad 30 partyzantów. Na ogół podzieleni byli na 2-3 kilkuosobowe grupy nazywane „patrolami”. Łączyli się jedynie w przypadku ważniejszych akcji lub odpraw. UB rozpracowując „Wiarusa” doliczył się ponad 230 współpracowników czyli tzw. „meliniarzy” ale prawdopodobnie to liczba zaniżona.

Partyzanci „Szalonego Staśka” nie tylko potrafili wymykać się z obław i pułapek. Często byli stroną atakującą np. patrole milicyjne czy też mniejsze grupy KBW. Przeprowadzali akcje likwidacyjne i dyscyplinujące za pomocą kontrybucji i chłosty wymierzanej donosicielom i konfidentom „resortu”, różnej maści aktywistom czy też nadgorliwcom, którzy chcieli zakładać na przykład ORMO. Po wymierzeniu takiego aktu doraźnej sprawiedliwości połączonej z elementem edukacyjnym, przez kilka najbliższych lat już nikt na tych terenach nie pałał niezdrową żądzą czynu do tworzenia ORMO…

Po prawej stronie Jan Grabowski – „Vis”, brat Stanisława – „Wiarusa”

Satysfakcję ludziom sprawiał „Wiarus” gdy pojawiał się ze swoimi chłopcami na wiecach i zebraniach, gdzie prelegenci i tzw. „aktyw” uświadamiał zebranych – najczęściej pod przymusem – o wyższości gospodarki radzieckiej i spółdzielczości wiejskiej czyli polskiej wersji kołchozów. Wiece owe i spędy na ogół kończyły się jak w przypadku przed chwilą opisywanym, po czym przez dłuższy czas żadnych agitatorów już nie widywano…

Pod koniec września 1948 roku oddział „Wiarusa” dokonał akcji, która rozsławiła jego pseudonim w całym województwie i ugruntowała mit.

We wczesnych godzinach rannych 29 owego miesiąca, 12 żołnierzy „Szalonego” na pewien czas zajęło łomżyńskie miasteczko Jedwabne. Wszystko odbyło się zgodnie z zasadami sztuki: odcięto łączność, zdobycznym autobusem partyzanci wjechali na rynek miasteczka. Nie było żadnej przypadkowości – działano zgodnie z planem. Zablokowano drogi wjazdowe do miejscowości a erkaemy ulokowano naprzeciw posterunku MO, który sprawiał wrażenie opustoszałego. Dzielni bowiem „ obrońcy ludu pracującego miast i wsi” na wieść o tym, że chłopaki „Wiarusa” zajęli miasteczko… zabarykadowali się wewnątrz i udawali, że ich nie ma!
Partyzanci tymczasem rozbili Urząd Gminy, Urząd Poczty i Gminną Spółdzielnię SCh. W miasteczku tamtego dnia odbywał się cotygodniowy targ i napłynęła większa liczba ludzi. „Wiarus” urządził coś w rodzaju mini-wiecu, gdzie wezwał do oporu wobec władz komunistycznych. Po akcji nie niepokojeni przez nikogo odjechali w kierunku Wizny…
W październiku doszło do starcia części oddziału z milicjantami we Wszerzeczu gdzie zginęło 2 funkcjonariuszy. Jesienią tegoż samego roku „Wiarus” został mianowany przez ppor. „Bąka” – Kazimierza Żebrowskiego szefem PAS na powiat Wysokie Mazowieckie (krypt. „Mazur”).Prawdopodobnie także w tym czasie otrzymał awans na podporucznika – sierżantem został mianowany pod koniec marca 1948 roku.

W lutym tegoż samego roku „doceniły” go także organy „ładu i bezpieczeństwa Polski Ludowej” publikując list gończy za nieuchwytnym „Wiarusem”. Zaoferowano nawet dość pokaźną nagrodę finansową (20000 ówczesnych zł) za pomoc w jego schwytaniu… Ale historia milczy na temat desperatów-samobójców gotowych podjęcia się takiego zlecenia. Po śmierci „Bąka” Grabowski próbował skonsolidować wokół siebie resztki grup konspiracyjnych NZW, lecz z niewielkim skutkiem. Tak jak wspominałem wcześniej, przez prawie 5 lat jego działalności powstała legenda o nieuchwytnym dla bezpieki „Szalonym Staśku”, który potrafił dzięki niesamowitemu szczęściu ale także brawurze i ryzykanctwu wydostawać się z obław i pułapek resortu…
Dziś nie wiadomo już co było prawdą a co „ludową opowieścią” z pogranicza fantazji. Nie żyją już świadkowie a zachowane dokumenty nie oddają do końca obrazu tamtych czasów. Jedna z opowieści, którą poznałem od sędziwego już mieszkańca powiatu łomżyńskiego dotyczyła sposobu, w jaki wydostał się „Szalony” otoczony przez „resort” w budynku u lekarza. Już dzielni funkcjonariusze szykowali się do szturmu, gdy z budynku wyszła starsza pani owinięta w chustę z obandażowaną częściowo twarzą, przygarbiona i lamentująca. Niczego nie podejrzewający funkcjonariusze przepuścili starowinkę i w kilka minut później wtargnęli do budynku. Jakież było ich zdumienie a później wściekłość gdy za chwilę okazało się, że ową przebraną „babcią” był „Wiarus”! W każdej jednak legendzie tkwi ziarno prawdy. Prawdopodobnie w celach kamuflażu „Wiarus” istotnie dokonywał tego rodzaju maskarady o czym może świadczyć poniższy akapit.

W „meldunku specjalnym” z dnia 18.09. 1950 roku kpt. Łaniewskiego Naczelnika Wydziału III WUBP w Białymstoku do Naczelnika Wydziału I Departamentu III MBP wyczytać możemy: „(…) Dnia 23.III.50r. około godziny 3-ej rano do Wądołowskiego Rocha zajechała na podwórko furmanka (…) na furmance siedział młody mężczyzna i kobieta okryta chustką (…) do mieszkania weszła kobieta, która zrzuciła chustkę z siebie i Wądołowski rozpoznał Grabowskiego Stanisława ps. „Wiarus (..)” (podkreślenie moje – RR).
Stosował „Wiarus” także niekonwencjonalne metody. Do nich z pewnością należało wysadzanie domów osób uznanych przez niego za współpracowników UB. Takie zdarzenia miały m.in. na początku września 1950 roku we wsi Cibory-Chrzczony i Krytuły (pow. Białystok). Dodać jednak należy, że przed zaminowaniem budynku „Wiarus” nakazywał opuszczenie wszystkim, których tam zastał…!
W lipcu 1950 roku partyzanci „Szalonego Staśka” zlikwidowali byłego szefa wywiadu NZW w powiecie Wysokie Mazowieckie, Eugeniusza Kurzynę, tajnego współpracownika UB o kryptonimie „Pociąg”; sprawcę m.in. śmierci „Plona”- Tadeusza Bogatko – dowódcy patrolu partyzanckiego NZW we wsi Godziemby-Jamiołki w lutym 1949 roku. Coraz bardziej podejrzliwy „Wiarus” okazał się prawdziwym łowcą agentów UB. Pod koniec września 1950 roku zdemaskował wyjątkowo groźnego współpracownika UB Wacława Snarskiego (TW „Księżyc”). Ten były żołnierz AK i WIN doprowadził do zagłady kilku patroli partyzanckich i śmierci kilkunastu „leśnych”. Tym razem Snarskiemu udało się uciec, ale zginął na początku listopada 1950 roku z ręki ukrywającego się mjr. „Bruzdy” – Jana Tabortowskiego.

„Wiarus” natomiast prowadził nadal swoją wojnę, chociaż jego siły z każdym rokiem były coraz szczuplejsze. Jego partyzanci ginęli w kolejnych obławach i potyczkach… Na początku 1949 roku w Jaworówce zginął grupa „Szczupaka” – Piotra Rzędziana; później wyginęli chłopcy z patrolu „Jastrzębia” – Stanisława Pruszkowkiego. Jesienią 1950 roku w nierównej walce uległa grupa „Brzeziniaka” – Bronisława Supińskiego. Prawdziwym ciosem była dla niego śmierć jego młodszego brata Janka – „Visa”, który zginął w zasadzce we wsi Zambrzyce-Króle 24 października 1951 roku.
Pod koniec 1951 roku UB wreszcie udało się znaleźć sposób schwytania lub uśmiercenia nieuchwytnego „bandyty”… Jak wiadomo od czasów starożytnych – a przynajmniej od Heleny Trojańskiej; istnieje specyficzny typ kobiet określanych mianem „la femme fatale” tj. takich, które przynoszą pecha i nieszczęście. „Wiarus” będący przystojnym junakiem, u pań cieszył się zawsze powodzeniem a i sam nie był wolnym od słabości wobec atrakcyjnych przedstawicielek płci pięknej. Do długiego szeregu jego współpracowników należała Franciszka Lenczewska mieszkająca na kolonii wsi Babino w gminie Tykocin. I za tę współpracę znalazła się w więzieniu. W grudniu 1951 roku załamana psychicznie Lenczewska została zwerbowana przez funkcjonariuszy UB otrzymując kryptonim „Ewa”. Zimą 1952 roku została zwolniona z więzienia i powróciła do domu. I w ten sposób rozpoczął się ostatni akt niniejszej opowieści.

Na początku marca „Wiarus” spotkał się z Lenczewską w jej domu. Prawdopodobnie obiecał, że niedługo się znów pojawi. To wystarczyło bezpiece… W kilka dni później na polu niedaleko jej gospodarstwa pojawił się barakowóz z „ekipą melioracyjną”. W istocie był to punkt obserwacyjny UB. Wewnątrz przebywali funkcjonariusza bezpieki, którzy za pomocą radiostacji mieli przekazać sygnał od agentki do dowództwa.

22 marca 1952 roku „Wiarus” z dwoma partyzantami” „Humorkiem” – Edwardem Wądołowskim i „Żbikiem” – Lucjanem Zalewskim zajechali saniami do Lenczewskiej. Leżał jeszcze śnieg i panowały warunki zimowe. „Ewa” przekazała umówiony znak świetlny… I tak doszło do ostatniej walki „Szalonego Staśka”. Wieś Babino została otoczona potrójnym pierścieniem okrążenia przez KBW. Przebijali się oddzielnie. „Wiarus” z fantazją godną jego mołojeckiej sławy usiłował się wydostać z pułapki. Na saniach przedarł się przez dwie linie okrążenia. Padł trafiony pociskami na trzeciej… Później UB –owcy oglądali jego martwe zwłoki niczym myśliwi trofea po polowaniu… „Kukuruźnikiem” przyleciały nawet „szychy” z bezpieki z Białegostoku obejrzeć zwłoki chłopaka z Podlasia, który tyle lat robił z nich durniów i tyle im krwi napsuł… „Żbik” i „Humorek” również nie mieli żadnych szans. Obaj wybrali samobójstwo. Zdjęcie martwego „Wiarusa” umieszczono później w oficjalnych dziennikach obwieszczając, że „władza ludowa” unicestwiła ostatnich „bandytów” i „faszystów”.

Nie wiadomo co UB zrobiło z ciałami poległych. Być może zwłoki zakopano w pobliżu budynku PUBP w Wysokiem Mazowieckiem, być może gdzieś w lasach… Przez wiele lat trwała kampania oszczerstw i zwykłych kłamstw. Prym w tej kampanii wiodła książka „Biała plama” Janiny Broniewskiej, będąca pamfletem pełnym fałszu, przemilczeń, pokazująca żołnierzy podziemia w karykaturalny i obrzydliwy sposób. Ale nie tylko. Również czyniła to komunistyczna prasa i środki masowego przekazu… Do tego dochodziły plotki i szeptane informacje, które najczęściej źródło miały w tzw. „resorcie”.

Dziesiątki lat kłamstw, przemilczeń i fałszu dokonały olbrzymich spustoszeń w umysłach i wiedzy o przeszłości. I dlatego dziś obok legendy prawdziwej „Wiarusa”, istnieje niestety ta druga. Stworzona w PRL…

Zdjęcia pośmiertne Stanisława Grabowskiego, wykonane przez UB

Robert Radzik,

pisarz, publicysta, fotograf

Zdjęcia pochodzą z prywatnych zbiorów Dariusza Syrnickiego oraz archiwum IPN w Białymstoku.