Odchodził w ostatnią drogę wiosną. Najbliższa rodzina, wzruszające pożegnanie wnuczki, kompania honorowa, mieszkańcy Wrocławia, delegacje z rodzinnej Rzeszowszczyzny, żegnali Jerzego tłumnie. Odpalone przez kibiców „Śląska” race zasnuły na kilka minut pozostających w skupieniu setki ludzi. Przypomniały nie tylko o przemijaniu. Również o przejmowaniu „pałeczki” przez następne pokolenia. „Był żołnierzem Armii Krajowej. Tak chyba należy zacząć ten szkic.

To proste, ale wymowne określenie najlepiej oddaje dzisiaj charakter i doświadczenia, pokolenia, z którego się wywodzi. Pokolenia Akowskiego. W Peerelu, w ślad za powieścią Romana Bratnego, bałamutnie nazwano ich „Kolumbami”. Mieli rzekomo odkrywać komunistyczny „raj”. Faktycznie musieli stać się już w 1939 roku, często w bardzo młodym wieku, żołnierzami Podziemia.

I takimi też byli przez okres okupacji niemieckiej. Od 1944 r. już pod nową okupacją nazwaną potem wyzwoleniem musieli stać się depozytariuszami polskich wartości. Przede wszystkim tego, co rozumiemy od kilku wieków pod pojęciem Rzeczypospolitej. Przyniesionego wraz z Armią Czerwoną komunizmu wcale nie musieli odkrywać. Bardzo szybko poznali ten system „na własnej skórze”. Wtedy, w latach 1944 – 1948, byli bardziej opoką bytu narodowego, a nie jakimiś odkrywcami ideologii „Imperium Zła”. Świadczyć musieli, i świadczyli, o Polsce. Najpierw w konspiracji, potem w lesie, aresztach śledczych „Bezpieki”, więzieniach. Także, a może szczególnie, na cmentarzach. To było pokolenie, które podczas najazdu na Polskę dwóch ościennych totalitaryzmów, a później również w Peerelu musiało zejść na dziesiątki lat do konspiracji.

Typowi ludzie Podziemia, a nie „odkrywcy” nowego świata…”. Ta krótka charakterystyka zawarta w wydanym w 2004 r. z inicjatywy prof. Janusza Kurtyki tomie „Zeszytów Historycznych WiN-u”, dedykowanych Pułkownikowi również i dzisiaj, jak sądzę, oddaje świat Jego wartości. Żołnierz rzeszowskiej AK, oficer WiN ds. specjalnych poruczeń Prezesa IV Zarządu Głównego Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”, kurier Delegatury Zagranicznej WiN, więzień bezpieki skazany na karę śmierci przez komunistyczny trybunał wojskowy w Warszawie. W śledztwie prowadzonym w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego przechodził przez kolejne pokoje największych sadystów tego gmachu. Takie szlify zostają do końca życia. Jak otrzymany Krzyż Walecznych i Srebrny Krzyż Zasługi z Mieczami. „Zdrajcy zwali ich bandytami”, puenta tytułowa Andrzeja Kołakowskiego wskazuje w jakim kraju przez dziesiątki lat musiał po zwolnieniu z więzienia żyć. W wolnej Polsce lekarz ze specjalnością pulmonologa, kierownik Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych, Prezes Okręgu Dolnośląskiego Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, honorowy Prezes Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”. Przyjaciel Instytutu Pamięci Narodowej.

Obraz zewnętrzny Jerzego jaki dzisiaj został w migawkach pamięci przypomina bardziej dyplomatę korpusu płk. Józefa Becka niż weterana najkrwawszej z wojen XX wieku. Dystyngowany, w eleganckim garniturze, koszula ze spinkami, dobrany krawat stanowiły cywilny „mundur” tego żołnierza. Uśmiech na twarzy, wyważone sądy o ludziach i sprawach bieżących, spokój promieniujący na otoczenie.

Miał swoją siedzibę przy wrocławskim Rynku na Placu Solnym. Tam we wtorki i czwartki pełnił dyżury. Pomagał Akowcom w załatwianiu uprawnień kombatanckich, kierował ich na leczenie, wystawiał recepty. Zwykłe, ale ważne dla ludzi sprawy. Miał także w trasach, gdy prowadził w już wieku zacnym Alfa Romeo, swoje kwatery na terenie Obszaru Południowego WiN: w Oddziałach IPN we Wrocławiu, Rzeszowie, Krakowie…10 kwietnia 2010 r. na zaproszenie prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego nie poleciał do Katynia. Wcześniej nie odmawiał. Źle się czuł. Tym razem został w łóżku. Mówił potem: „Pomyślałem sobie, że to ręka boska zatrzymała mnie w kraju. Nie boję się śmierci, wiele razy zajrzała mi w oczy. Byłem w końcu lekarzem, widziałem, jak umierali ludzie. Mnie po raz kolejny los oszczędził. Może po prostu mam coś jeszcze do zrobienia na tym świecie”. Żył i działał jeszcze dwa lata.

Zmarł 12 kwietnia 2012 r. Został pochowany na cmentarzu Osobowickim. Kilkaset metrów od wymordowanych w latach 1945 – 1956 we Wrocławiu przez komunistów swoich kolegów z szeregów Podokręgu Rzeszowskiego AK-WiN.

Przez ostatnich 20 lat starał się mobilizować władze państwowe do poszukiwań szczątków polskiej elity państwowej, wojskowej, społecznej. Na próżno. Urzędnicy nie byli w stanie nic zrobić, politycy nie byli zainteresowani, historycy mieli swoje zajęcia. Publiczne apele o odnalezienie bohaterów polskiej drogi do Niepodległej trafiały w próżnię. Dopiero po Jego śmierci ruszyły w połowie tego roku zainiicjowane, właściwie wymuszone przez rodziny wymordowanych i historyka z Wrocławia, prof. Krzysztofa Szwagrzyka prace ekshumacyjne na Powązkach. Odnalezienie szczątków zgładzonych w Warszawie przez bezpiekę najwyższych przywódców politycznych i dowódców polowych Polski Podziemnej, ppłk. Łukasza Cieplińskiego „Pługa”, ppłk dypl. Antoniego Olechnowicza „Pohoreckiego”, mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory”, a także setek ich podkomendnych, było ostatnim marzeniem Pułkownika. „Bierzmy przykład – wskazywał wielokrotnie – z Amerykanów, Żydów, Niemców. Oni potrafią znaleźć kości swoich żołnierzy nawet po upływie wieku na końcu świata”.

Zapraszamy na film o Panu Jerzym.

Żołnierze Wyklęci. Jerzy Woźniak. Część I. Przeklęty Czas

Pierwszej części trzyodcinkowego filmu „Żołnierze Wyklęci” opowiadającego historię Jerzego Woźniaka ps. „Jacek”, żołnierza AK, uczestnika akcji „Burza”, emisariusza delegatury Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, lekarza, skazanego na śmierć więźnia politycznego Peerelu. Jerzy Woźniak został odznaczony Krzyżem Walecznych, Srebrnym Krzyżem Zasługi z Mieczami (1948), Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski (2003). Konsultacja naukowa: Tomasz Balbus; zdjęcia: Piotr Niemcewicz, Piotr Sędzikowski; montaż:Jacek Kaźmierczak; muzyka: Konstancja Kochaniec; scenariusz i reżyseria: Sławomir Górski

Żołnierze Wyklęci. Jerzy Woźniak. cz. II “Palec Boży”

Druga część filmu dokumentalnego poświęconego postaci Jerzego Woźniaka, żołnierza AK i WiN, lekarza skazanego na karę śmierci i długoletnie więzienie za działalność w podziemiu antykomunistycznym. Jerzy Woźniak dzieciństwo spędził w Błażowej. Cztery klasy gimnazjum ukończył w Rzeszowie. To na Podkarpaciu zaczęła się jego żołnierska historia. W Błażowej wstąpił do Armii Krajowej, tutaj także uczestniczył w akcji „Burza”.
scenariusz i reżyseria
Sławomir S. Górski
muzyka
Konstancja Kochaniec
zdjecia
Piotr Niemcewicz
Piotr Sędzikowski
udźwiękowienie
Robert Maniak
Jacek Kaźmierczak
współpraca
Marcin Matczuk
film powstał na zlecenie
Instytutu Pamięci NarodowejOddział we Wrocławiu

Żolnierze Wykleci. cz. III Jerzy Woźniak. “Przywrócić prawdę

Ostatnia z trzech części serii Żołnierze Wyklęci. Jerzy Woźniak pt. „Przywrócić Prawdę.” W 1956 roku, jako trzydziesto-trzylatek, Pan Jerzy po 11 latach opuszcza więzienne mury. Usiłuje się odnaleźć w mrocznej peerelowskiej rzeczywistości. „Co dalej?”. Żeni się z ukochaną, która czekała na niego 11 lat. Rozpoczyna studia medycyny, aby zostać lekarzem.
Rok 1989 przynosi wolną Polskę, Joanna Szczepkowska nie kryjąc radości i wzruszenia mówi: „Proszę państwa, 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm”. Tymczasem komunistyczni sędziowie, więzienni oprawcy i fałszywi kombatanci beztrosko chodzą po ulicach Polski pobierając niezwykle wysokie emerytury. W 1999 roku Jerzy Woźniak odbiera niespodziewany telefon od premiera Jerzego Buzka…
scenariusz i reżyseria  Sławomir Górski
muzyka Konstancja Kochaniec
zdjęcia Piotr Niemcewicz, Piotr Sędzikowski
udźwiękowienie Robert Maniak, Jacek Kaźmierczak