Polska spłaca dług

0
988

Piotr Czartoryski

35 milionów złotych wyłoży resort kultury na budowę pierwszego w Polsce Muzeum Żołnierzy Wyklętych.

Pod koniec lat 40. jeden z dowódców powojennego podziemia na Mazowszu, chorąży Witold Borucki „Babinicz”, przeczuwając nieuchronność swego losu, w ostatnim wystawionym przez siebie dokumencie zwrócił się do władz przyszłej, niepodległej Polski z wezwaniem o uhonorowanie walki swoich podkomendnych. O ocalenie pamięci o nich. To, czy wygrali tę ostatnią, najważniejszą batalię swojego życia – o naszą pamięć o nich – zależy już teraz tylko od nas.
– Chciałbym zapewnić, że naszym obowiązkiem jako rządu polskiego jest i będzie zawsze wspieranie takich idei i dzieł jak Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce – deklaruje szef resortu kultury, wicepremier Piotr Gliński. Prezydent miasta Janusz Kotowski podpisał wczoraj z ministrem umowę na budowę placówki. Resort kultury zobowiązał się do sfinansowania w latach 2016-2018 całości budowy, na którą rząd przeznaczył 35 mln złotych.
– Dziś spełniamy nasz obowiązek wobec Polski, spełniamy obowiązek wobec Niezłomnych Żołnierzy Wyklętych, najwierniejszych z wiernych, którzy podjęli walkę z okupacją komunistyczną – mówił po podpisaniu umowy prof. Piotr Gliński.
Wicepremier podziękował w imieniu premier Beaty Szydło władzom Ostrołęki i wszystkim ludziom, którzy przyczynili się do powstania muzeum. – Dziękuję w imieniu rządu polskiego za możliwość stworzenia tej instytucji. Za tę wielką ideę i wielką pracę na rzecz tego muzeum – zaznaczył Gliński. – Tutaj spotykają się dwie drogi – powinności rządu polskiego, tego rządu, na który bardzo czekaliśmy, i działań samorządowych oraz całej społeczności miasta Ostrołęki – zapewnił Janusz Kotowski.
Zaznaczył, że muzeum ma być przestrzenią, w której z niepamięci wydobywać się będzie postaci wielkich bohaterów, mówić o nich, uczyć, ale również proponować zwłaszcza młodemu pokoleniu, żeby czerpali z ich wzorów.
Ostrołęka wielokrotnie zabiegała o pomoc w budowie muzeum, ale dopiero rząd Prawa i Sprawiedliwości odpowiedział na te starania pozytywnie. – Dopiero ludzie o tej wrażliwości jak pan premier Piotr Gliński i pan minister Jarosław Sellin odpowiedzieli na to, co powinno być oczywistością dla polskiego państwa i polskiego rządu – skwitował Kotowski.
Dla obecnych na uroczystości weteranów wczorajszy dzień był spełnieniem ich oczekiwań.
– W ten sposób doceniona została pamięć o nas, naszej walce i cierpieniu – mówi „Naszemu Dziennikowi” kpt. Franciszek Chrostowski „Mały”. Był łącznikiem w oddziale mjr. Jana Tabortowskiego „Bruzdy”, inspektora powiatu łomżyńskiego.
W grudniu 1953 r. został skazany na 6 lat więzienia, a jego brat na 15 lat. – To, co się dokonało dzisiaj, to dla nas ogromna satysfakcja. Walczyliśmy i umieraliśmy za wolną, suwerenną i demokratyczną Polskę – powiedział kpt. Chrostowski.
Lekcja wyboru
W ocenie wicepremiera Piotra Glińskiego, żołnierze antykomunistycznego podziemia uczą nas, jakich wyborów dokonywać w życiu, byśmy potrafili odróżnić dobro od zła, poświęcenie od zdrady, miłość od obłudy, a prawdę od kłamstwa.
Szef resortu kultury przypomniał, że ludzie ci żyli nadzieją na zwycięstwo, później, gdy już jej zabrakło, walczyli o honor i godność. Broni nie złożyli, bo wiedzieli, że ich walka ma sens i przyniesie zwycięstwo wtedy, kiedy ich już nie będzie. Ufali, że ta walka daje nadzieję następnym pokoleniom. – Bo jest sens w przegranych bitwach i powstaniach. Tym sensem jest przekaz, że istnieją wartości ponad wszystko, ponad życie człowieka, a nawet jego najbliższych. Dzięki temu, że byli ludzie, którzy tych wartości strzegli, trwają polityczne wspólnoty, istnieją narody i społeczeństwa i mogą żyć bezpiecznie i szczęśliwie. Polska dzisiejsza żyje dzięki nim – tłumaczył prof. Gliński.
Dodał, że pamięć o Żołnierzach Niezłomnych jest równie ważna jak poszukiwanie ich bezimiennych mogił. – To jest nasz obowiązek i nasze zobowiązanie wobec „Zapory”, „Roja”, „Inki”, „Ognia”, „Babinicza”, „Kmicica” i tylu innych. Także tych bezimiennych, bo tacy też byli – mówił prof. Gliński.
– Melduję, że spełniamy Wasz testament. Pamiętaliśmy, pamiętamy i będziemy pamiętać – zakończył swoje przemówienie minister kultury.
Głosy z katowni
Z kolei prezydent Ostrołęki przypomniał, że żołnierze antykomunistycznych zgrupowań byli ludźmi z krwi i kości, często bardzo młodymi, z planami i marzeniami o spokojnym i szczęśliwym życiu. Stanęli jednak przed dramatycznymi wyborami. – Mogli się jakoś dostosować, uznać, że także w tym ustroju jakoś da się przeżyć. Mogli nawet kariery robić, a jednak wybrali w czasie tragicznym ryzyko tułaczki, walki, ran i śmierci. Oni wybrali decyzje służby Ojczyźnie, marzenie o Polsce niepodległej – zauważył Kotowski.
Prezydent Ostrołęki Janusz Kotowski zapewniał, że dołoży wszelkich starań, by muzeum otworzyło swoje podwoje dla zwiedzających w roku setnej rocznicy odzyskania niepodległości, za dwa lata. Placówka ma inspirować młodych ludzi, by myśleli o wartościach, które reprezentują Żołnierze Wyklęci.
– Muzeum musi działać na wszystkie zmysły, stąd jego zwiedzanie musi być przeżyciowe. Nie gabloty, tylko żywe uczestnictwo. Te ścieżki edukacyjne, które przygotowaliśmy, pozwolą dotykać przedmioty, przeładować broń czy posłuchać dramatycznych krzyków z sali przesłuchań – tłumaczył Kotowski. Według Jacka Pawłowicza z Instytutu Pamięci Narodowej, usytuowanie muzeum w Ostrołęce ma symboliczny wymiar. – To bardzo cenna inicjatywa dlatego, że jest to teren bardzo doświadczony przez zbrodnie sowieckie, na którym działało bardzo dużo formacji niepodległościowych. Placówka ta da możliwość nauczania prawdziwej historii o Żołnierzach Wyklętych, oporze antykomunistycznym i udziale mieszkańców tej ziemi w antykomunistycznym powstaniu – mówi historyk.
Jednym z żołnierzy operujących na Kurpiowszczyźnie był ppor. Józef Kozłowski „Las”. „Jaworzniak” Józef Poteraj, więzień więzienia karno-śledczego „Toledo” w Warszawie, był na sali rozpraw w Ostrołęce, kiedy „Lasa” i kilku jego podkomendnych skazano na karę śmierci. – Byłem na tym publicznym procesie jako uczeń bodajże 6 klasy szkoły podstawowej, mieliśmy się przyglądać. Każdy z nas, uczniów, gdy wychodził z tej sali, szedł w milczeniu, z zaciśniętymi zębami. Byliśmy wstrząśnięci wyrokiem i pełni nienawiści do tych, którzy ich sądzili, ale i pełni podziwu i uznania dla naszych żołnierzy, którzy przyjęli wyrok z godnością – mówi nam Józef Poteraj.
Takich ludzi jak „Las” przewinęło się na Mazowszu tysiące. – Dzisiejsza uroczystość jest godnym dniem, na który czekałem lata. Mówiąc szczerze, nie spodziewałem się, że doczekam takiego momentu – dodaje nasz rozmówca.