„Los ludzi w łagrach był taki sam jak w obozach koncentracyjnych”

0
222

W czwartek 28 kwietnia w naszym Muzeum spotkaliśmy się ze Stanisławą Watrakiewicz, autorką książki „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”.

Stanisława Watrakiewicz jest Sybiraczką, absolwentką Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Gdańsku. Jest wieloletnią nauczycielką matematyki, a także byłą wiceprezydent Ostrołęki.

Jej książka „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj” to poruszająca historia jej rodziny – Dąbrowskich – która została wywieziona na Sybir. To dziecięce wspomnienia z czasów wojny.

– Los ludzi w łagrach rosyjskich był taki sam jak w obozach koncentracyjnych – mówiła na  spotkaniu autorka książki. – Nie było może krematoriów tak jak w obozach niemieckich, ale tam były krematoria białe. Nie trzeba było ludzi palić. Wystarczył głód, praca ponad siły i mróz. Nasz los był lepszy, dlatego że nikt nad nami z batem nie stał. Największym naszym wrogiem był głód, stąd tytuł tej książki. Siostra opowiadała, że gdy mówiła modlitwę „Ojcze nasz” i wypowiadała słowa „chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj” to płakała, bo tego chleba brakowało nam każdego dnia i każdej nocy.

– Pierwszego wywieźli brata taty. Przeprowadzał przez tzw. zieloną granicę do Rzeszy tych, którym zagrażało NKWD. I został schwytany, nie miał żadnych dokumentów. I on przeszedł przez najgorsze łagry. Spotkaliśmy się po 40 latach i powiedział mi tylko, że kilka raz śmierć głodowa zaglądała mu do oczu. Unikał wspomnień. Po nas przyjechali w nocy. Godzinę czasu mieliśmy na spakowanie.

Do tej pory nie odnaleziono żadnych dokumentów, które mówiłyby o nakazie wywózki jej rodziny. Być może są w archiwach rosyjskich. Stanisława Watrakiewicz mówiła też, jak powstawała jej książka:

– Wynotowałam szczegóły od mojego taty. Miał wyjątkowo pamięć, z detalami: o której wywozili, o której pociąg ruszył. Siostra sporo mi też powiedziała. Mama nie mogła wspominać, zaraz płakała, więc nie zmuszałam jej do wspomnień. Przede wszystkim chciałam zostawić ślad rodzinie. W związku z obecną sytuacją na wschodzie myślę, że dobrze zrobiłam.

Mówiła też o skomplikowanych losach wojennych taty i jej braci. Służyli w innych armiach: u Andersa, Berlinga i Świerczewskiego.

– Żaden z nich nie miał wyboru. Żaden z nich nie było komunistą. Po prostu tak ich los urządził – dodała. – Takim samym Sybirakiem był mój ojciec i jego dwaj bracia.

Spotkanie ze Stanisławą Watrakiewicz prowadził przewodnik Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce Mariusz Dawidko.