O kulisach powstania Polskiej Partii Robotniczej, bezpiece i jej walce z podziemiem niepodległościowym opowiedział 18 grudnia w naszym Muzeum dr Michał Jan Bednarczyk, pracownik Instytutu Nauk o Polityce i Administracji KUL.
Choć PPR powstała w 1942 r., to przy omawianiu jej genezy, warto przypomnieć to wszystko, co się działo w latach wcześniejszych, a co miało niebagatelny wpływ na późniejsze wydarzenia.
– Mamy rok 1937 i wówczas Józef Stalin wydaje rozkaz będący elementem czystek w Związku Radzieckim, w którym wzywa on do Moskwy przedstawicieli Komunistycznej Partii Polski – mówił Michał Bednarczyk. – Był to oczywiście pretekst, ponieważ w Moskwie już zapadł na nich wyrok. Działacze ci zostali zamordowani w 1937 i 1938 roku. Tych, którzy zostali w kraju, często uratowały przypadki, które początkowo były dla nich nieszczęśliwe. I tak, np. Bolesław Bierut nie był nikim ważnym w partii przed 1943 rokiem. Był najprawdopodobniej na usługach sowieckiego wywiadu, ale dla KPP się nie liczył. Od 1935 przebywał jednak w Zakładzie Karnym we Wronkach za działalność wywrotową, więc nie mógł się pojawić w Moskwie. Inną postacią, którą spotkał podobny los, był związany z Lubelszczyzną Marian Buczek, również odsiadujący swój wyrok podczas czystki.
Gdy zapadła decyzja o utworzeniu PPR i komunistów zrzucono do Polski, ci mieli niełatwe zadanie.
– Na początku 1942 roku zrzucono pierwszą grupę inicjatywną, na której czele stał Marceli Nowotko i szereg innych działaczy, m.in. Paweł Finder czy Małgorzata Fornalska. De facto zaczynali od zera – wspomniał nasz prelegent. – (…) KPP jeszcze przed II wojną światową miała charakter kadrowy, liczyła raptem kilkanaście tysięcy osób w skali całego kraju, którzy mieli jakiekolwiek pojęcie o systemie komunistycznym. Wiele z nich zginęło w Moskwie, a pozostałe trzeba było jakość pozyskiwać. Często były to osoby, które nie znały komunizmu, a przystępowały do organizacji tylko dlatego, że prowadziła ona działania przeciwko Niemcom.
Dr Michał Bednarczyk próbował też odpowiedzieć na pytanie, ilu rzeczywiście miała członków partia.
– Komunistom zależało na tym, aby pokazać, jak szerokie mają poparcie. Działacze terenowi starali się pokazać, że napływ do partii jest bardzo duży. Miały więc miejsce sytuacje, kiedy wpisywano na listy osoby, które w rzeczywistości do partii nie należały. Pod koniec 1947 r. należało do niej ok. 700 tys. członków. Ilu z nich było realnie aktywnymi? Można zakładać, że ok. 100 – 150 tys.
Podziemie niepodległościowe stanowiło dla komunistów duży problem do amnestii 1947 roku. Likwidacja działaczy, zniechęcanie ludności do zasilania szeregów partii, przechwytywanie kontyngentów czy prasy propagandowej – tego typu akcje paraliżowały ruchy działaczy PPR.
Dochodziło też i do sytuacji, kiedy… to ci drudzy musieli schodzić do podziemia, ponieważ przez jakiś okres siły niepodległościowe sprawowały kontrolę nad danym obszarem. Np. na Lubelszczyźnie struktury partyjne, na skutek działalności partyzantów, czasowo upadały.
– Sama amnestia miała dość nieprzewidziany przez komunistów przebieg: po jej ogłoszeniu zaczęli stawiać się członkowie PPR-u, którzy współpracowali z podziemiem niepodległościowym i chcieli wyspowiadać się Urzędowi Bezpieczeństwa Publicznego ze swoich działań. (…) Były przeciwko nim prowadzone postępowania partyjne. To dotyczyło w skali kraju ok. 5 tys. osób – mówił dr Michał Bednarczyk.





