Z mroków zapomnienia | KOMENDANT „ORLICZ”

0
8814

Ciężarówka powoli jechała; poprzedzał ją wojskowy gazik z uzbrojonymi ubowcami. Przez częściowo zrolowaną płachtę brezentu widział samochód obstawy z KBW. Jechali przy wygaszonych światłach jakimiś leśnymi duktami. Kilka razy koła samochodu wpadały w śnieżną zaspę. Siedzący obok niego „Lew” wtulił głowę w ramiona i bezgłośnie płakał. Mimo żalu, który czuł do niego za zachowanie w śledztwie poczuł przypływ litości. Może nie każdy rodzi się bohaterem… „Weź się w garść!” – syknął do niego – „Zachowuj się jak żołnierz a nie smarkacz!”. Ten krótki rozkaz jakby na moment otrzeźwił jego adiutanta. Dwaj pozostali skazańcy milczeli; zrezygnowani wpatrując się w podłogę ciężarówki. Konwój tymczasem dotarł do niewielkiego lasku przy jakiejś wsi bo za chwilę, mimo, że był środek nocy, zaszczekały psy. Samochody stanęły i rozległ się okrzyk: „No, bandziory! Wychodzić!”. Mocne dłonie strażników eskorty schwyciły ich za ramiona. Gwałtownie wypchnięci z ciężarówki upadli na zlodowaciały śnieg. Wstawał powoli mimo kopniaków eskorty. Ręce miał skute kajdankami. Nie zwracał uwagi na to; podobnie jak na ciche przekleństwa ubowców, zawzięcie odsłaniających łopatami śnieg z leśnego wykrotu. Inni wyrzucili z ciężarówki kilka worków z piaskiem. W myślach intensywnie się modlił i upajał mroźnym zapachem leśnej nocy, jakby chciał zabrać to wspomnienie tam dokąd już w myślach podążał… Nie czuł zimna, tylko narastające bicie serca. Przez te wszystkie lata konspiracyjnej roboty nieustannie towarzyszyła mu myśl, że pewnego dnia to wszystko może się zakończyć właśnie w taki sposób. Żołnierz KBW zdjął mu kajdanki i ruchem głowy wskazał leśną rozpadlinę. Bez słowa podszedł do stojącego z tyłu „Lwa”. Mocno uścisnął jego dłoń. Kiwnął głową dwóm nieznanym WIN-owcom. Odwrócił się i w asyście strażników wszedł na niewielki przed chwilą usypany kopczyk ze śniegu. „Chcesz zapalić?” – zapytał stojący obok ubowiec. Bez słowa, przecząco pokiwał głową. „Nie to nie… Zaraz zdechniesz i pójdziesz do tego swojego Boga. Pogrzebiemy was tutaj jak zdechłe psy i wszyscy o Tobie „Orlicz” zapomną. A jak o was będą mówić to tylko jako o bandytach i faszystach…” – ciągnął dalej niezrażony obrońca „ludu pracującego”. Pewnie by chciał perorować dalej gdy „Orlicz” przerwał paplaninę: „Stul pysk i rób co do ciebie należy, ruski sługusie!!”. Czuł napięcie każdego mięśnia. Za chwilę nastąpi wielkie Przeistoczenie… Zobaczył jeszcze jak dwaj ubowcy naciągają sprężyny pepesz i zamknął oczy…

Była noc 14 na 15 stycznia 1947 roku.

A teraz czas zacząć niniejszą opowieść od początku. Jan Turowski, który w nielicznych biogramach i krótkich notatkach biograficznych często występował jako Władysław Kornelewski urodził się 21 stycznia 1922 roku w Zdunach (gm. Dzierzno) w ówczesnym województwie pomorskim. Nazwiska „Władysław Kornelewski” używał w trakcie kilkuletniej działalności konspiracyjnej i pod tymi personaliami został aresztowany przez UB i po szybkim procesie stracony. Co ciekawe podczas śledztwa i procesu nie przyznał się do prawdziwego nazwiska i daty urodzenia. Posługując się do końca fałszywą tożsamością podał, iż urodził się 6 maj 1918 roku w Brodnicy. Ojciec Jana, Bolesław był z zawodu kowalem posiadającym niewielkie gospodarstwo w we wsi Zduny. Głównie dochody osiągał jednak podczas budowy plebanii w miejscowości Świedziebno. Jego kwalifikacje i fachowość związały na dłużej jego i rodzinę z parafią w tej miejscowości.

ppor. Jan Turowski "Orlicz"
ppor. Jan Turowski „Orlicz”

Jan Turowski do wybuchu wojny ukończył II klasy gimnazjum, co pozwoliło mu – biorąc pod uwagę wysoki poziom przedwojennego nauczania – na przyswojenie całkiem przyzwoitego zakresu wiedzy, co pomogło mu w okresie okupacji niemieckiej. Z informacji przekazanej mi przez członka rodziny p. Jacka Turowskiego wynika, że jako dziecko odznaczał się pobożnością. Ojciec Bolesław zmarł na początku okupacji niemieckiej i ciężar odpowiedzialności za materialne utrzymanie rodziny spadł na barki młodego Jana, który podjął pracę fizyczną.

W zeznaniach złożonych w dniu 30 listopada 1946 roku przed oficerem śledczym UB Stanisławem Dobrzyńskim, podał dość ogólnikowo okoliczności rozpoczęcia działalności konspiracyjnej: „(…) W 1941 roku w miesiącu kwietniu poszedłem do partyzantki gdzie byłem jeden rok po czym powróciłem do domu rodzinnego, gdzie zostałem złapany przez wojsko niemieckie i wywieziony do Guberni generalnej w okolice Sokołowa Podlaskiego skąd przedostałem się na teren pow. Ostrów Maz., gdzie przebywałem do chwili zatrzymania(…)”.
Nie była to prawda lecz kamuflaż. Na przełomie zimy i wiosny 1941 roku na terenie rodzinnej gminy 19-letni Turowski założył niewielką konspiracyjną organizację niepodległościową o nazwie „Legion Orła Białego”. Organizacja kierowana przez Jana prowadziła działania propagandowe i sabotażowe. W maju 1941 roku kilku konspiratorów na czele z Turowskim włamało się do budynku gminy w Świedziebni gdzie zdobyto maszynę do pisania i materiały biurowe, natomiast budynek został zdemolowany. Tej samej nocy grupa konspiratorów zniszczyła niemiecką masarnię. W kilkanaście dni później w m. Gołkowo spłonęły zabudowania gospodarcze Niemca przesiedlonego na te tereny z Besarabii. Powyższe działania nie umknęły uwadze miejscowej żandarmerii niemieckiej i funkcjonariuszom gestapo z Rypina. Już w nocy z 21/22 maja aresztowano kilkunastu Polaków. Pomimo bicia i tortur niemieckie śledztwo nie posunęło się do przodu. O tragicznym końcu organizacji zadecydowała nieudana akcja dokonana przez Jana Turowskiego. Pod koniec lipca podczas akcji zdobycia roweru na cele organizacji został aresztowany przez żandarmów i osadzony w niemieckim posterunku. Stamtąd dokonał brawurowej ucieczki wyrywając pistolet jednemu z żandarmów i ostrzeliwując się. Odtąd ukrywał się, ścigany m.in. niemieckimi listami gończymi. Tymczasem w miejscu pracy Turowskiego i w jego domu gestapo zorganizowało rewizje znajdując m.in. zarekwirowaną w maju maszynę do pisania. Miarę nieszczęścia dopełnił nieświadomy 7-letni siostrzeniec Jana. Skuszony słodyczami przez gestapowców…przekazał im nazwiska wszystkich kolegów, którzy przychodzili do wuja! Aresztowania błyskawicznie rozprzestrzeniły się w całej okolicy. Większość aresztowanych członków „Legionu Orła Białego” została zamordowana w niemieckich więzieniach i obozach koncentracyjnych. Niestety nie wiemy dokładnie, jakie były losy Jana Turowskiego od momentu, w którym został zmuszony do ukrywania się. Ze szczątkowych informacji wiadomo, że ukrywał się w południowej części lasów niedaleko Bryńska, później w okolicach miejscowości Likiec, Szczutowo i Gójsk (pow. sierpecki). Nie wiemy w jakich okolicznościach i kiedy znalazł się na terenie pow. Ostrów Mazowiecka. Czy była to jego samodzielna inicjatywa czy też został „przerzucony” np. przez konspiracyjną organizację? Na te pytania niestety nie ma odpowiedzi.

Antoni Zamęcki "Ryś" i Jan Turowski "Orlicz"
Antoni Zamęcki „Ryś” i Jan Turowski „Orlicz”

W 1943 roku Jan Turowski wstąpił w szeregi wywodzącej się ze Stronnictwa Narodowego Narodowej Organizacji Wojskowej, kilkudziesięciotysięcznej organizacji zbrojnej scalonej w 1942 roku z Armią Krajową. Na terenie powiatu Ostrów Mazowiecka podobnie jak w sąsiednich powiatach była to organizacja liczna i prężna z dobrze zorganizowanymi strukturami konspiracyjnymi. Jak wynika z jego zeznań złożonych w dniu 30 listopada 1946 roku osobą „wprowadzającą” go do NOW był Leon Dmochowski – „Zawisza” a jego pierwszym pseudonimem „Grunt”. W późniejszym czasie będzie używał kilku innych: „Dywan”, „Wezyr” a przede wszystkim ten, pod którym przejdzie do historii – „Orlicz”. Z zachowanych dokumentów archiwalnych NOW wynika, że 28 grudnia 1943 roku „Orlicz” został kierownikiem informacyjnym (wywiadu) w obwodzie „Bug” (wschodnia część pow. Ostrów Maz.), który wchodził w skład Komendy Powiatu Łomża (krypt. „Łukasz”) NOW („Rozkaz Komendy Okręgu nr 1607 z 28 grudnia 1943 roku”). Jesienią tegoż samego roku na dobre zadomowił się na terenie wsi w gminie Andrzejewo. Imał się pracy fizycznej jako pomocnik gospodarzy a zamieszkiwał m.in. w Kowalówce u p. Tymińskich, w Andrzejewie u Józefa Kalupy. W końcu przeniósł się do wsi Załuski-Lipniewo gdzie najpierw zamieszkał u Jana Nowackiego – „Pociska”, przedwojennego działacza Stronnictwa Narodowego i jednego z organizatorów NOW w gminie Andrzejewo. W miesiącu październiku lub listopadzie na stałe osiadł w domostwie Anieli i Bronisława Zawistowskich w Załuskach. Była to patriotyczna rodzina, która przyjęła „Władysława Kornelewskiego” z otwartymi ramionami. Pod rodzinny dach „pana Władka” sprowadził Stanisław Zawistowski (rocznik 1922) starszy z synów. Do NOW wstąpił pod koniec 1941 roku obierając pseudonim „Wicher”. Jako kapral zginął 23 czerwca 1944 roku w największej bitwie partyzanckiej w łomżyńskiem podczas okupacji niemieckiej – w Czerwonym Borze. Do NOW należała także córka p. Zawistowskich Salomea (rocznik 1923), która występowała pod pseudonimem „Grażyna”. W późniejszym czasie – październik 1944 roku – przysięgę konspiracyjną przed „Orliczem” złoży młodszy syn p. Zawistowskich Tadeusz (rocznik 1928), który obierze dla siebie pseudonim „Krakus”. Był on kurierem i łącznikiem komendanta „Orlicza”. I chyba jest jedynym już żyjącym człowiekiem tak dobrze pamiętającym swojego dowódcę:
„Ciemny blondyn, niski i dość drobny. Charakter spokojny i opanowany. Nie krzyczał, nie pieklił się. Zrównoważony. Nie przypominam sobie aby w mojej obecności choćby raz zaklął. U nas to nawet byli tacy, co mówili, że chyba musiał być z seminarium…!” – uśmiecha się p. Tadeusz. „Niewiele mówił o sobie. Przez cały czas był „Władysławem Kornelewskim”. W kilka miesięcy później, gdy wprowadził się do nas zorganizował tajne nauczanie, które prowadził dla młodszych dzieci z naszej wioski. Na nauki przychodziło kilkanaścioro dzieci. Był przez nich lubiany. W zamian za naukę gospodarze uradzili, że będzie otrzymywał kilogram słoniny miesięcznie. Za naukę jednego dziecka! Ten kto nie pamięta tamtych czasów i biedy, która panowała nie jest w stanie zrozumieć czym był kilogram słoniny… Z racji tego, że w naszym domu „Orlicz” miał – jak to się mówi – wikt i opierunek; tą słoninę wysyłał on w paczkach dluwięzionych w niemieckich obozach i więzieniach. Taki to był człowiek!..” – z zadumą pokiwał głową p. Tadeusz. Dom Zawistowskich stał się dla Turowskiego szczęśliwy, również z tego powodu, że zakochał się w starszej córce gospodarzy Salomei. I to z wzajemnością. Uczucie to było na tyle głębokie i poważne, że byli nieformalnymi narzeczonymi.

oddział Fala Noc
oddział Fala Noc

21 lipca 1944 roku Jan Turowski zdał pomyślnie egzamin ukończenia konspiracyjnej Szkoły Podchorążych i rozkazem nr 1614 Komendanta Okręgu „Cyryl” (białostockiego) mjr. „Bohdana” – Mieczysława Grygorcewicza został awansowany do stopnia kaprala podchorążego. Prawdopodobnie nie był to koniec trybu awansowego „Orlicza”. W niedługim czasie został awansowany do stopnie podporucznika czasu wojny (cz.w.). Pewien ślad wskazuje na taką nominację „Rozkaz Specjalny” p.o. Komendanta Okręgu ppor. „Lota” – Władysława Szwarce z dn. 2 listopada 1944 roku: „(…) URLOPY: Ppor. Orliczowi udzielam urlopu zdrowotnego do 20.XI.44r.(…)”.
Po zajęciu powiatu Ostrów Mazowiecki przez wojska sowieckie, „Orlicz” podobnie jak cała organizacja nadal pozostał w konspiracji pełniąc szereg odpowiedzialnych funkcji. Do czerwca 1945 roku był zastępcą Inspektora Obwodu o kryptonimie „Bug”. W miesiącach czerwiec-lipiec 1945 roku był szefem Wydziału II (wywiad) NOW na powiat Ostrów Mazowiecka. Od końca sierpnia do października 1945 roku „Orlicz” został mianowany dowódcą wyszkolenia wojskowego przy Komendzie Powiatu Ostrów Maz. z tą tylko różnicą, że zaczął sprawować tę funkcję w NOW a kontynuował ją w ramach nowej ogólnopolskiej organizacji – Narodowego Zjednoczenia Wojskowego (NZW).

narodowe_zjednoczenie_wojskowe

Jesienią 1945 roku w ramach organizacji terenowej NZW, Komenda Okręgu III (białostockiego) (kryptonim „XV”, „Chrobry”) zdecydowała o utworzeniu na terenie powiatu Ostrów Mazowiecka samodzielnej Komendy Powiatowej o kryptonimie „Olkusz”. Pierwszym komendantem mianowano por. „Krechowiaka” – Stanisława Lichotę. Po jego aresztowaniu w październiku p.o. komendanta został „Orlicz”. Oprócz tego oddelegowano go do zorganizowania i dowodzenia Pogotowiem Akcji Specjalnej – doborowymi jednostkami partyzanckimi, które miały się składać z najlepiej wyszkolonych, doświadczonych i uzbrojonych żołnierzy NZW. PAS miał być w pierwszej linii walki z grupami operacyjnymi NKWD i UB-KBW; to żołnierze tej formacji mieli odbijać aresztowanych, likwidować na rozkaz organizacji konfidentów i donosicieli oraz dokonywać akcji zaopatrzeniowych. No i pilnować porządku w terenie, ochraniając ludność przed rabusiami i grupami bandyckimi…
Komendantem Powiatowym „Orlicz” był niedługo. Zastąpił go na tej funkcji ppor. „Kłos” – Adam Kotowski przysłany z powiatu „Mazur” (Wysokie Mazowieckie) w grudniu 1945 roku. W związku z tym mógł skupić się na rozbudowie pionu bojowego jako szef PAS. Późną jesienią 1945 roku został sformowany powiatowy oddział PAS o kryptonimie „Fala” dowodzony przez kilka miesięcy przez ppor. „Orlicza”. Pod koniec ’45 roku jego stan nie przekraczał 25 żołnierzy. Apogeum działań i liczebności partyzantów z oddziału „Fala” przypadło na wiosnę i lato 1946 roku. W kulminacyjnym momencie oddział liczył ponad 50 bardzo dobrze uzbrojonych i nieźle „ostrzelanych” partyzantów. Już w listopadzie 1945 roku żołnierze „Orlicza” dowodzeni przez jego zastępcę plut. „Rysia” – Antoniego Zamęckiego rozbroili w Kogutowie kilkunastoosobową grupę operacyjną UB i „ludowego” Wojska. Rozstrzelano na miejscu znanego z okrucieństwa funkcjonariusza UB, reszta jeńców została wypuszczona wolno. W kilka tygodni później osłaniając naradę Komendy Okręgu NZW w Żochowie (9 grudnia) ten sam oddział stoczył zwycięską potyczkę z grupą operacyjną UB-LWP. Znacznie więcej udanych akcji i walk odnotowano w roku następnym. Z kronikarskiego obowiązku należy odnotować w marcu 1946 roku zdobycie posterunku MO w Czyżewie czy też udaną zasadzkę na grupę operacyjną KBW niedaleko wsi Suski w dniu 30 marca. Latem 1946 roku oddział „Fali” dowodzony przez następcę „Orlicza” plut. „Zagłobę” – Stanisława Zamęckiego m.in. rozbroił w dniu 6 lipca kilkudziesięciu żołnierzy LWP a w dwa dni później pociąg przewożący „ludowych” wojaków pomiędzy stacjami Szulborze-Koty a Zarębami Kościelnymi. W ręce „leśnych” tylko podczas tych dwóch akcji wpadły dziesiątki sztuk różnorakiej broni i znaczące ilości amunicji.
Wracając do „Orlicza”. W marcu 1946 roku dotychczasowy komendant Powiatu o kryptonimie „Olkusz” ppor. „Kłos” – Adam Kotowski rozkazem KO „Chrobry” został łącznikiem Komendy Okręgu Białostockiego NZW z Komendą Główną tejże organizacji. Na jego stanowisko mianowano ppor. „Orlicza” (1 kwietnia 1946 roku).
Struktura terenowa KP „Olkusz” składała się z 4 batalionów, po 200-250 zaprzysiężonych na batalion. Batalion 4 (gm. Andrzejewo, większość gm. Zaręby Kościelne i Jasienica) liczył prawdopodobnie ponad 300 zaprzysiężonych. Łączna więc liczba członków NZW na terenie powiatu Ostrów Mazowiecka oscylowała w granicach tysiąca osób. Bataliony dzieliły się na kompanie, te na plutony, natomiast plutony składały się z drużyn.
Skład personalny Komendy Powiatowej dowodzonej przez ppor. „Orlicza” – Jana Turowskiego wyglądał w sposób następujący:
Wydział I (organizacyjny) – ppor. Piotr Kulasiński – „Bicz”. Następnie plut. pdchor. Zygmunt Dąbrowski – „Łuna”, który kierował także siecią łączności organizacji.
Wydział II (wywiad) – początkowo dowodził nim sam „Orlicz”, później zastąpił go Stanisław Mikołajczak – „Sokół”.
Wydział III (propaganda). To ciekawe, gdyż w strukturze NZW na terenie okręgu białostockiego Wydział III na ogół był Wydziałem Operacyjnym organizacji, w przypadku KP „Olkusz” zajmował się on propagandą. Pracami tego Wydziału kierował „Pocisk” – Jan Nowacki.
Wydziałem IV (kwatermistrzostwem lub zaopatrzeniowym) kierował Jerzy Kulesza – „Żbik”.
Jeżeli chodzi o Pogotowie Akcji Specjalnej to do kwietnia 1946 roku szefem był „Orlicz”, później przez kilka miesięcy funkcja ta pozostała nieobsadzona i dopiero 5 września 1946 roku nowym dowódcą PAS został ppor. „Noc” – Zbigniew Żwański. W ramach Komendy Powiatu „Olkusz” istniała także Służba Pomocnicza Kobiet (SPK), którą kierowała „Grażyna” – Salomea Zawistowska. Kobiety szkolono jako sanitariuszki. Pełniły także funkcje łączniczek.

ppor.  Jan Turowski "Orlicz"
ppor. Jan Turowski „Orlicz”

Jako dowódcę tak rozbudowanej struktury „Orlicza” cechowała odpowiedzialność. Szczególną uwagę poświęcał dyscyplinie podległych sobie członków organizacji i poszczególnych struktur. Konspiracyjna organizacja wojskowa była swoistą armią ochotniczą i tak jak w przypadku armii regularnej, gdzie nieraz dochodzi do różnych przypadków patologii i łamania dyscypliny, tym bardziej zjawisko takie występowało w organizacji konspiracyjnej. Można stwierdzić, iż ppor. „Orlicz” był szczególnie wyczulony na lekkomyślne lub niezgodne z ideami organizacji postawy lub czyny. Przykładem może być incydent z sierpnia 1946 roku we wsi Sukmanki. W trakcie pobytu oddziału PAS o kryptonimie „Fala”, jeden z żołnierzy lekkomyślnie zabawiając się rakietnicą spowodował wystrzał w dach krytej strzechą stodoły. Nie trzeba chyba szczegółowo wyjaśniać jaki był finał. Błyskawicznie pożar ogarnął także sąsiednie zabudowania. Ogółem spłonęło 7 gospodarstw. Straty były tym bardziej dotkliwe, że był to okres tuż po żniwach. Strata zbiorów przez miejscowych rolników była tym bardziej dotkliwa, że był to okres powojennej biedy. Sprawa stała się na tyle głośna, że dotarła do Komendy Okręgu Białostockiego. „Orlicz” był na tyle odpowiedzialnym człowiekiem i dowódcą, że zrekompensował rolnikom straty, zarządzając zbiórkę zboża dla pogorzelców. Pomimo sukcesów bojowych oddziału „Fala”, komendant „Orlicz” dość krytycznie już wcześniej oceniał poziom dyscypliny panujący w jednostce. Być może to zadecydowało o zmianach personalnych. Z dniem 5 września nowym szefem PAS na teren pow. Ostrów Mazowiecka został mianowany ppor. „Noc” – Zbigniew Żwański. Dokonano zmniejszenia stanu liczbowego oddziału i przyjęto – zgodną z koncepcją Komendanta Okręgu ppłk. „Błękita” – Władysława Żwańskiego – bardziej defensywną taktykę, pogłębiając jednocześnie konspirację.

oddział Fala Noc
oddział Fala Noc

„Orlicz” sporo uwagi poświęcał nie tylko dyscyplinie panującej w organizacji a zwłaszcza w jej pionie bojowym. Dbał o należyte prowadzenie księgowości i rachunków przez wydział kwatermistrzowski. Za równie ważną postrzegał dystrybucję informacji w postaci kolportażu pism i NZW zarówno poziomu okręgowego jak i centralnego. Sporadycznie wydawano ulotki i odezwy, które następnie kolportowano na terenie powiatu „Olkusz”. Szczególną formą akcji propagandowej było wywieszenie antysowieckiego transparentu w na szosie Warszawa – Białystok w połowie drogi między Ostrowią a Zambrowem w dniu 1 października 1946 roku. Treść transparentu osadzonego na tyczkach nad szosą białostocką, zirytowała wysokich funkcjonariuszy UB z Białegostoku, którzy akurat tego dnia jechali samochodem na naradę do Warszawy. Próba wyciągnięcia tyczki uruchomiła zapalnik miny, którą zamaskowano! W wyniku eksplozji został ciężko ranny z-ca szefa WUBP w Białymstoku mjr. Eliasz Koton a inny z UB-owców zmarł w szpitalu.

Aresztowanie ppor. „Orlicza” – Jana Turowskiego poprzedził ciąg niefortunnych wydarzeń. W październiku 1946 roku funkcjonariusze UB z Łomży aresztowali w Warchołach – Zarębach Krystynę Pakułównę – „Różyczkę” i Krystynę Kuleszównę (siostrę „Żbika” – Jerzego Kuleszy, szefa Wydziału IV KP „Olkusz”). Obie aresztowane należały do NZW. Podczas rewizji u „Różyczki” UB-owcy znaleźli maszynę do pisania. „Różyczka” nie wytrzymała „metod” śledczych i wskazała na „Grażynę” – Salomeę Zawistowską jako osobę, od której otrzymała maszynę. 26 października 1946 roku gospodarstwo państwa Zawistowskich zostało otoczone przez grupę operacyjną UB. W domu przebywał wówczas podporucznik „Orlicz”, który został aresztowany. Podczas rewizji znaleziono dokumenty organizacyjne, broń i maszyny do pisania. Aresztowana została również „Grażyna” – Salomea Zawistowska oraz adiutant Komendanta Powiatu „Lew” – Henryk Olczak (b. żołnierz oddziału powiatowego PAS o krypt. „Fala”). W śledztwie „Orlicz” zachował godną postawę. Zeznawał w taki sposób, aby nie doprowadzić do następnych aresztowań i zachować w miarę nietkniętą strukturę organizacyjną. Nie wiemy na pewno czy wobec niego stosowano „standardowe” metody śledcze bezpieki: bicie i tortury. Jeszcze przed procesem – w grudniu 1946 roku – nie miał złudzeń co do swojego losu… Świadczyć o tym może zachowany list do Matki, przemycony w ubraniu do prania, które z więzienia w Ostrowii odebrała przed Świętami Bożego Narodzenia ’46 roku Aniela Zawistowska. List niezwykle wzruszający i przejmujący, który świadczy o ideowości i osobowości Jego autora…

List "Orlicza"do Mamy
List „Orlicza”do Mamy

Z informacji przekazanej mi przez „Krakusa” – Tadeusza Zawistowskiego, wynika, że obok tego listu był jeszcze jeden: do Komendanta Okręgu Białostockiego NZW ppłk. „Błękita” – Władysława Żwańskiego z prośbą o odbicie lub o wymianę na schwytanych UB-owców. Pani Aniela Zawistowska miała dostarczyć przesyłkę do „punktu kontaktowego” we wsi Uścianek-Dębianka (gm. Szulborze). Niestety organizacja nie podjęła takich działań, pomimo, że „Olkusz” dysponował kilkudziesięcioma dobrze uzbrojonymi i doświadczonymi żołnierzami. Ewentualnych posiłków mogła dostarczyć organizacja NZW z KP „Łaba Południowa” (południowa część łomżyńskiego), gdzie pionem bojowym dowodził wówczas ppor. „Ciemny” – Tadeusz Narkiewicz. Dziś nie wiemy czy od początku nie było takich planów, czy też prowadzono działania wywiadowcze i zastanawiano się nad metodą uwolnienia „Orlicza”. Jeżeli nawet rozważano takie możliwości to wszystko przesądził krótki proces przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie (sesja wyjazdowa) w Ostrowi Mazowieckiej, który 13 stycznia 1947 roku skazał na śmierć ppor. „Orlicza” oraz „Lwa” – Henryka Olczaka. Oskarżycielem był ppor. Marian Ryba, później w PRL m.in. gen. brygady oraz prezes PZPN. W kilkadziesiąt godzin później, obu skazanych oraz dwóch innych prawdopodobnie z WIN zamordowano w nocy w lesie nieopodal wsi Koziki. Ciała zostały wrzucone do leśnego wykrotu i przysypane kilkoma workami piasku przywiezionymi przez UB-owców na miejsce egzekucji. W kilka tygodni później Irenie Surdukowskiej, narzeczonej „Lwa” – Olczaka udało się uzyskać od znajomego funkcjonariusza UB informacje na temat lokalizacji miejsca pochówku. Ów pracownik „resortu” opowiedział także nieszczęsnej dziewczynie o ostatnich chwilach skazańców: „Lew” miał być załamany i płakał natomiast „Orlicz” zachował do końca spokój. Według relacji p. Tadeusza Zawistowskiego, w okresie roztopów (w drugiej połowie marca ’47 roku), członkowie jego rodziny (Matka i siostra Honorata) oraz on w całkowitej tajemnicy dotarli na miejsce anonimowego pochówku. Zwłoki były dość płytko pogrzebane i pokiereszowane przez dzikie zwierzęta. Pod osłoną nocy zwłoki podporucznika „Orlicza” – Jana Turowskiego zostały przewiezione i pochowane na cmentarzu w Andrzejewie. Jako jeden z nielicznych „wyklętych żołnierzy” spoczął na zawsze w uświęconym miejscu…

drugi od lewej Jan Turowski "Orlicz" i Henryk Olczak "Lew"
drugi od lewej Jan Turowski „Orlicz” i Henryk Olczak „Lew”

ROBERT RADZIK
Za relacje do powyższego materiału serdecznie dziękuję p. Tadeuszowi Zawistowskiemu – „Krakusowi” oraz p. Jackowi Turowskiemu.[/vc_column_text][/vc_column][/vc_row]

Tadeusz Zawistowski "Krakus"
Tadeusz Zawistowski „Krakus”

źródło foto: IPN Oddział Warszawa

Zapraszamy na uroczystości


70 Rocznica Śmierci Por. Jana Turowskiego ps. „ORLICZ”