Ksiądz Bolesław Stefański, duchowny dowódca bojowy

0
2261

„Ksiądz nie jest sam dla siebie, ale przede wszystkim dla Boga i ludzi”

Ks. Bolesław Stefański

W naszej działalności ważną rolę odgrywał Kościół. 

Przede wszystkim podtrzymywał społeczeństwo na duchu poprzez odprawianie mszy świętej i innych nabożeństw, głoszenie Słowa Bożego w języku polskim, odwiedzanie przez księży i siostry zakonne poszkodowanych, cierpiących i osamotnionych, udzielanie ludziom dobrych rad i pomocy materialnej. 

Księża najczęściej należeli do podziemnych organizacji lub współpracowali z nimi. Udzielali ukrywającym się kwater, a do spotkań pomieszczeń.

Każdego księdza uważało się za „swojego człowieka” bez względu na jego przynależność organizacyjną. […]

Czesław Czaplicki „Ryś”

Śladami Księdza Stanisława Brzóski

Ksiądz Bolesław Stefański, zapomniany bohater, kapłan archidiecezji warszawskiej, wikariusz na warszawskim Kole, kapelan i żołnierz Armii Krajowej i Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, dowódca warszawskiego Pogotowia Akcji Specjalnej NZW.

Jeden, z dwóch znanych przypadków, kiedy duchowny był dowódcą grupy bojowej. Drugim był ks. Feliks Kowalik „Zagłoba”, oficer NOW i NSZ, kierował wieloma akcjami bojowymi, z których najsłynniejszą była akcja zdobycia pieniędzy w Banku Emisyjnym w Częstochowie. Akcja miała miejsce 20 IV 1943 r., w urodziny Hitlera. Termin akcji wybrano nieprzypadkowo…

Z kolei przykład ks. Stefańskiego to jedyny znany przykład księdza dowódcy podczas konspiracji powojennej.

Bolesław Stefański urodził się w Kochowie 17 IX 1910 r. w Kochowie koło Garwolina. W 1931 r. ukończył Gimnazjum św. Stanisława Kostki w Warszawie, następnie rozpoczął studia na Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym Uniwersytetu Warszawskiego. Po uzyskaniu absolutorium z chemii wstąpił do warszawskiego Metropolitarnego Seminarium Duchownego. Został wyświęcony w lipcu 1939 r. i 1 sierpnia trafił do swojej pierwszej parafii w Kociszewie koło Łowicza. Pełnił w niej funkcje wikariusza i szkolnego prefekta.

Tam po ataku Niemców, po raz pierwszy otarł się o śmierć. Prowadzony na śmierć, skorzystał z nieuwagi prowadzących go Niemców i uciekł. Mimo, że do uciekającego otworzono ogień, kule trafiły jedynie w sutannę. Życie zawdzięczam szczególnej opiece Matki Boskiej Częstochowskiej, której ryngraf noszę na piersiach napisał wkrótce w liście do ks. Jana Sitnika, krewnego i mentora.

Kolejną parafią był Sochaczew (od czerwca 1940 r.), następnie była (gdzie spędził większość wojny, od sierpnia 1941 r. do połowy 1944 r.) parafia św. Mikołaja w Grójcu. Tam służył, jako kapelan szpitalny, więzienny oraz prefekt Szkoły Handlowej.

Prawdopodobnie jeszcze w Sochaczewie wstąpił do Związku Walki Zbrojnej (przekształconego później w Armię Krajową), gdzie przybrał pseudonim „Stefan”. Związał się także z konspiracyjnym Stronnictwem Narodowym. Został kierownikiem organizacyjnym na powiat sochaczewski, a po przeprowadzce do Grójca prezesem tamtejszej organizacji liczącej 400 osób. Pobyt w Grójcu to czas wielkiej aktywności księdza. Podczas swojej bytności Grójcu m.in. roztoczył opiekę nad harcerzami z Szarych Szeregów. Dowodził siedmioosobową drużyną harcerską, do której należał m.in. Tadeusz Pękacki, późniejszy żołnierz ROAK. Współpracował z miejscowymi oddziałami Narodowej Organizacji Wojskowej, osobiście pracował (na plebani) przy wydawaniu pism konspiracyjnych („Na Posterunku” i „Służba”), prowadził nasłuch radiowy, pomagał ukrywającym się Żydom wyrabiając im fałszywe dokumenty i przechowywał ich na grójeckiej plebani. Jednym z ukrywanych przez księdza Żydów był inżynier Jan Obalski.

Sam także był poszukiwany. Gdy 19 I 1944 r. przed grójecką plebanię zajechało GeStaPo, nie zastało ks. Stefańskiego. Uciekł wyskakując przez okno w izbie szkolnej.

Ukrywał się w parafii Mniszew w okolicach Warki. W lipcu 1944 r. wstąpił do oddziału AK, działającego w okolicach Warki, por. Tadeusza Pawlaka ps. Pęk z Konar, gdzie przyjął pseudonim „Jerzy”. Po jego rozwiązaniu – po nieudanej próbie przedarcia się do walczącej Warszawy, w sierpniu, przeniósł się do oddziału por. Edwarda Góreckiego „Zyga” – dowódcy plutonu w Lechicach, który – po nieudanej próbie przedarcia się do walczącej Warszawy – także rozwiązano. Z walk ks. Bolesławowi został pamiątka w postaci orderu Virtuti Militari IV kl. Do końca okupacji niemieckiej mieszkał w podwarszawskich Górcach, co umożliwiał panujący wówczas chaos.

Po zajęciu przez Sowietów Warszawy zamieszkał u wspomnianego ks. Sitnika (pełniącego tam funkcję administratora) w parafii św. Józefa na Kole. Został tam wikarym i prefektem w miejscowych szkołach.

Nie mogąc się pogodzić z istniejącym wówczas stanem rzeczy – Mówił, że czasie okupacji rządzili bandyci, ale po wojnie rządzący nimi byli. Uważał, iż nadal musi konspirować, nie mógł się pogodzić z łajdactwem, które się działo. – wspomina najmłodszy brat księdza Piotr Stefański. Łączył posługę z działalnością antykomunistyczną, podtrzymywał kontakty z działaczami SN. Następnie włączył się w walkę zbrojną, wiążąc się z poakowską grupą Juliana Sałanowskiego w podwarszawskich Markach. Odbierał przysięgę wojskową od młodych partyzantów. Z uzyskanych pieniędzy, podczas tzw. eksów (akcji ekspropriacyjnych), kupował broń i wypłacał zapomogi żołnierzom.

Na początku października 1945 r. przeprowadził konfiskatę skór w dwóch garbarniach w Pustelniku II. W grudniu 1945 r. został mianowany dowódcą warszawskiego Obszaru Pogotowia Akcji Specjalnej Narodowego Zjednoczenia Wojskowego (PAS NZW). Utrzymywał kontakty z grupami konspiracyjnymi w Markach, Grójcu i na warszawskiej Woli i nie pozorował działalności. Do jednego z oddziałów w styczniu 1946 r. zaangażował, m.in. Stefana Jaworowskiego, Jerzego Federowicza i Andrzeja Kubiaka (z Grójca). Zorganizował w styczniu 1946 r. akcję odbicia ze szpitala aresztowanego żołnierza konspiracji, kilka „eksów” (m.in. na urząd gminny w Kobylinie – zdobyto pieniądze, maszynę do pisania i powielacz). W marcu 1946 r. miała miejsce nieudana akcja na starostwo w Grójcu, w wyniku, której został ranny jeden z żołnierzy; ksiądz wywiózł go do Warszawy. Niedługo później ksiądz został zatrzymany przez Urząd Bezpieczeństwa. Został zwolniony, ale zaczął się ukrywać. Zamieszkał u znajomego, posługując się kenkartą z czasów okupacji niemieckiej. Utrzymywał stale kontakt ze swoimi żołnierzami. Na początku maja został aresztowany jeden z żołnierzy z PAS i podpisał zobowiązanie współpracy z komunistami, los księdza był przesądzony.

Ks. Bolesław Stefański został aresztowany 1 VI 1946 r. na ul. Chłodnej w Warszawie. Niewątpliwie o aresztowaniu księdza zadecydowały jego rozległe kontakty z konspiracją cywilną (Stronnictwo Narodowe) i wojskową (PAS NZW), które obejmowały przecież duże grupy wojskowe w Grójcu, Markach, Warszawie. Rannego przewieziono nie do szpitala, ale do siedziby UB przy ul. Sierakowskiego na warszawskiej Pradze.

Sam moment zatrzymania tak opisywał ksiądz pół roku później przed sądem – Zostałem wsadzony do samochodu, w którym jeden z funkcjonariuszy groził mi abym siedział cicho. Przewinął mi się wówczas przed oczami cały szereg cierpień, jakie miałem przejść i dlatego za wszelką cenę postanowiłem się wydostać: chwyciłem za broń funkcjonariusza, aby nie mógł strzelać. Wywiązała się walka i w krótkim czasie zostałem obezwładniony. Stojąc już obezwładniony, zostałem przez funkcjonariusza postrzelony w nogę.

Postrzelono go i w takim stanie trzymano go w więzieniu i bito – relacjonował później w Kurii Metropolitarnej ks. Jan Sitnik. Pismo do władz w sprawie księdza polecił wysłać ks. prymas August Hlond.

Brat księdza Piotr Stefański nie ma najmniejszych wątpliwości: ubecy postrzelili księdza Bolesława z zemsty za ucieczkę. Zamiast zawieść go do szpitala, przesłuchiwali go, torturowali, grzebiąc pogrzebaczem w otwartej ranie. Gdy wreszcie zawieźli na oddział szpitalny, było za późno, wdała się gangrena, trzeba było amputować nogę. Chyba z zemsty amputowali mu całą. Potem znów zawieźli go do więzienia i znowu bili, katowali.

Śledztwo zakończono w listopadzie 1946 r. Tortury, które przez cały czas towarzyszyły śledztwu, odbiły się na zdrowiu księdza – Jest to człowiek złamany fizycznie i duchowo. Nasamprzód stał się kaleką, bo trzy dni po aresztowaniu amputowano mu prawą nogę. Następnie zachorował na serce i płuca; ostatni zaś doznał kompletnego rozstroju nerwowego. Ten stan psychicznego rozkładu, […] pogłębia się z dniem każdym. – pisał później w liście do Bolesława Bieruta z prośbą o ułaskawienie ks. prymas Stefan Wyszyński. Swojej obrończyni mówił, – że nawiedzają go ciągle widziadła bliskich mu osób, że słyszy ciągle przemawiające do niego głosy. Był to wynik wielokrotnych tortur w czasie śledztwa, wtedy pojawiły się pierwsze objawy choroby psychicznej, o czym władze więzienne wielokrotnie informowały rodziny. Mimo to sąd odrzucił wniosek adwokata o badania psychiatryczne w związku z narastającym rozstrojem nerwowym.

Proces trwał od 17 do 23 XII 1946 r. Księdzu Bolesławowi Stefańskiemu zarzucono: próbę obalenia ustroju, przynależność do PAS, napady ekspropriacyjne, posiadanie broni. Zarzut, że w marcu 1946 r. podczas oficjalnej wizyty jugosłowiańskiego dyktatora Josipa Broz-Tito, planował na niego zamach, został wycofany.

Podczas rozprawy przed Wojskowym Sądem Rejonowym ks. Bolesław Stefański odrzucił oskarżenia o podżegania do zabójstwa wójta w Markach, który wydał żołnierzy Podziemia w ręce UB. Swoje zaangażowanie w działalność antykomunistyczną tłumaczył niechęcią do wojsk sowieckich i narzuconych Polsce władz oraz przewidywaniem rychłego wybuchu wojny między Związkiem Sowieckim a Zachodem.

Zapadł wyrok śmierci wraz z utratą praw publicznych na zawsze. Był to pierwszy wyrok śmierci wydany przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie i w powojennej Polsce wobec księdza mimo, że nikogo nie zabił ani nie popełnił żadnej zbrodni. 

Podczas śledztwa jak i procesu dyspozycyjna prasa szalała, przygotowując odpowiednio atmosferę do wydania surowego wyroku. „Splamił suknię duchowną”, „Ksiądz na czele bandy” – można było przeczytać w nagłówkach.

Księdza Stefańskiego skazano za Przynależność do Pogotowia Akcji Specjalnej, napady na garbarnie i pozostałe akcje ekspropriacyjne, posiadanie broni, posługiwanie się fałszywym dowodem tożsamości.

Prośbę do Bolesława Bieruta o ułaskawienie księdza Bolesława napisał m.in. ks. Jan Sitnik w liście z 2 I 1947 r. – Dziś ks. Stefański to człowiek złamany psychicznie, chory na ciele, istny łachman ludzki – sam widok którego wzbudza najwyżej litość i prosi o łaskę. O łaskę wystąpił także ojciec księdza Bolesława, w końcu on sam. Wyrok został utrzymany. Także Najwyższy Sąd Wojskowy orzekł, że skazany nie zasługuje na ułaskawienie, a skargę adwokata odrzucił jako bezzasadną.

Podczas oczekiwania na wykonanie wyroku ks. Bolesława spotyka kolejny cios… Zmarła nasza mama. Była bardzo chora, sparaliżowana, nie wytrzymała tego wszystkiego – wspomina Piotr Stefański.

Po kolejnych zabiegach, m.in. prymasa Hlonda, Bierut 28 I 1947 r. ułaskawił księdza zamieniając wyrok na karę dożywotniego więzienia. Wkrótce, na mocy ustawy amnestyjnej, zmniejszono karę do 15 lat. (Władze nie potrzebowały kapłanów męczenników – tłumaczono). W kwietniu 1947 r. ciężko chorego duchownego osadzono w ciężkim więzieniu we Wronkach). Spędził tam osiem lat. Podczas pobytu w więzieniu zdradzał poważne symptomy choroby psychicznej został w 1950 r. skierowany do szpitala więziennego we Wrocławiu. Rok później wrócił do Wronek. W opinii sporządzonej w 1951 r. można przeczytać, że jest więźniem hardym i zarozumiałym. W trakcie przeprowadzonych rozmów i z toku obserwacji stwierdzono, że jest nadal wrogiem Polski Ludowej.

Kolejne prośby o zwolnienie ks. Stefańskiego, w tym prymasa Wyszyńskiego przechodziły bez echa. (nawiązując do cytowanego już pisma z prośbą o ułaskawienie z dn. 27 II 1951 r. […] ostatnio zaś doznał kompletnego rozstroju nerwowego. Ten stan psychicznego rozkładu, który czyni go niezdolnym do jakichkolwiek działań, pogłębia się z dniem każdym.[…] Wcześniej ks. prymas wspomina o miejscach odbywania kary przez ks. Stefańskiego – […] został aresztowany dnia 1 czerwca 1946 roku w Warszawie. Po kilku miesiącach, a mianowicie 23 grudnia tegoż roku, został skazany na śmierć. Kara ta została mu jednak zamieniona dekretem Pana Prezydenta na dożywotnie więzienie, a później na skutek amnestii na 15 lat więzienia. Dotychczas odsiadywał swą karę w więzieniu we Wronkach, obecnie jednak został przeniesiony do szpitala dla umysłowo chorych we Wrocławiu.). Kapłan był przerzucany z więzienia do szpitala i nadal – wg słów jego brata – był tam maltretowany. W tych warunkach stan psychiczny ks. Bolesława nadal się pogarszał. Gdy jeździłem do brata, widziałem jak pogarsza się jego stan zdrowia, jak gaśnie. To był silny mężczyzna, a zrobili z niego wrak człowieka. Nie miał nawet kuli, by móc się podeprzeć. Na widzeniach prosił, żebyśmy postarali się o zwolnienie dla niego. Wypuścili go dopiero w 1954 r., gdy dostał odmy płuc i nie nadawał się do trzymania za kratkami. Stan jego zdrowia jest okropny. Kompletnie jest umysłowo chory. – pisał na jeszcze w 1953 r. do Naczelnej Prokuratury Wojskowej ks. Jan Sitnik. Miesiąc po liście ks. Sitnika, ks. Stefański został wysłany do szpitala we Wrocławiu, a stamtąd do państwowego szpitala Nerwowo i Psychicznie chorych w Międzyrzeczu-Obrzycach. Tam stwierdzono przewlekłą chorobę psychiczną, objawiającą się licznymi urojeniami obłędnymi, omamami. 

14 II 1954 r. ksiądz opuścił więzienie i wrócił do parafii na Kole. Wrócił… ale jak wspomina jego brat – zniszczony, nieobecny. Na krótko, w ograniczonym zakresie, podjął działalność duszpasterską, ale ostatnie lata jego życia naznaczyły choroby, cierpienie, kłopoty w kontaktach z otoczeniem.

Zmarł 8 II 1964 r. – niemal dokładnie w dziesiątą rocznicę odzyskania wolności. Pochowano go w grobie rodzinnym na cmentarzu w Maciejowicach koło Garwolina.

W 1992 r. sąd anulował wyrok  oparty na oskarżeniu o „próbę obalenia ustroju” i uznał, że ksiądz Bolesław Stefański prowadził „działalność na rzecz niepodległego bytu państwa polskiego”.

autor: Michał Gruszczyński