Czekali 70 lat

0
1260

Zenon Baranowski

Trzy ofiary zbrodni komunistycznych z 1946 r. odnalezione w lesie pod wsią Łodziska koło Ostrołęki zostały zidentyfikowane.
Prowadząca prace poszukiwawcze i ekshumacyjne Fundacja Niezłomni im. Zygmunta Łupaszki na jesieni zeszłego roku wydobyła szczątki pięciu ofiar na terenie gminy Lelis na Kurpiowszczyźnie. Po kilku miesiącach trzy z nich udało się zidentyfikować w wyniku badań genetycznych. Są to Bolesław Gnoza oraz bracia Dominik i Ludwik Trzcińscy. – Udało nam się dotrzeć do dwóch rodzin ofiar – powiedział Wojciech Łuczak, prezes Fundacji, podczas prezentacji wyników badań identyfikacyjnych, które zostały wykonane przez Instytut Genetyki Sądowej w Bydgoszczy. Dwie osoby nadal nie są zidentyfikowane, ale wówczas zostali rozstrzelani przez NKWD lub KBW również Władysław Prusaczyk i Bronisław Lis. Wszyscy oni pochodzili z gminy Turośl i byli najprawdopodobniej członkami siatki terenowej lub nawet żołnierzami oddziału Narodowego Zjednoczenia Wojskowego.
Świadek zbrodni
Odnalezienie tej mogiły było możliwe dzięki świadkowi Józefowi Głażewskiemu, który jako dziecko widział transport ofiar na egzekucję i potem zajmował się mogiłą. – Dzięki mojej opiece ta mogiła została odszukana, przez tyle lat opiekowałem się nią – mówił wzruszony Józef Głażewski. – Miałem około 10 lat, poszedłem z ojcem do lasu nazbierać drzewa. Widzieliśmy samochód z żołnierzami, który jechał w las za wsią Łodziska – wspomina. – Jechali do tego lasu, później odezwały się pojedyncze strzały, po tych kilku strzałach seria z automatu. Po pół godziny żołnierze wyszli do samochodu i odjechali do Ostrołęki – relacjonował.
Po wskazaniu miejsca pochówku grupa archeologów dokonała ekshumacji szczątków. Odkryto jamę grobową 3 na 2 m, w której było pięć ofiar. – Zwłoki ofiar zostały wrzucone do jamy i poupychane – zaznacza archeolog Joanna Jarzębska-Stąporek, która brała udział w ekshumacjach. Przy ofiarach znaleziono głównie guziki, sprzączki, ułamany grzebień, a w odległości dwóch metrów leżała obrączka, która mogła należeć do jedynego żonatego mężczyzny Bronisława Lisa. Leżała ona w miejscu, gdzie stał pluton egzekucyjny, być może starał się ją ukryć. – Widać dramatyzm sytuacji, w jaki sposób byli wrzucani i upychani – mówi Jarzębska-Stąporek, opisując ułożenie ciał.
– Ciała w bezładny sposób zostały wrzucone do dołu – podkreśla Łuczak. Dodaje, że grób skazańcy musieli sami sobie wykopać. Zostali rozstrzelani z pistoletów TT, potem strzelano do nich z pepesz. – Wystrzelono do nich ponad 70 kul – mówi Łuczak. W jednej z czaszek znaleziono kulę, ale jej wlotu nie ustalono.
– Te pięć osób padło ofiarą tzw. akcji przeciwbandyckiej UB na Kurpiowszczyźnie. Była ona wymierzona w podziemie antykomunistyczne i obliczona na złamanie oporu ludności cywilnej i na fizyczną likwidację podziemia niepodległościowego, które było tu bardzo silne. Oblicza się, że ok. 5 tys. żołnierzy operowało na terenie Kurpiowszczyzny. Silne były oddziały Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, Narodowych Sił Zbrojnych, WiN – podkreśla Łuczak.
W ramach tej akcji wyłapywano ludzi, organizowano obławy na oddziały partyzanckie. Regionalista Wojciech Konarski mówi, że tych pięciu mężczyzn było w grupie ponad 220 osób, które wówczas ujęto. – Niewiele pamiętam, byłem mały. Wiedzieliśmy, że wojsko go wzięło do Ostrołęki – wspomina Antoni Gnoza, brat zamordowanego.
Fundacja ustaliła, kto stał za tą zbrodnią sądową. Sądził sąd z Siedlec na wyjazdowej sesji w Ostrołęce. – Krótko, bez zbędnych ceregieli ogłaszał wyrok. W tym przypadku egzekucję wykonano tego samego dnia, kiedy zapadł wyrok, 1 marca 1946 r. – podkreśla prezes Fundacji. – To byli dyspozycyjni aparatczycy, którzy w sposób szybki i bezproblemowy mieli zarządzać karę śmierci, aby stwarzać pozory praworządności – podkreśla Łuczak. Oskarżycielem w tej sprawie był Ireneusz Boliński, który ukończył sześć klas podstawówki, a potem zrobił kurs prawniczy. Jego opis sformułowany przez niesławną prok. Helenę Wolińską stwierdzał: „wartość inteligencji słaba, lecz decyzje właściwe”. Boliński brał udział w oskarżeniu ponad 100 osób. Potem był adwokatem w Białymstoku. Zmarł niedawno. Sędzią był Witold Smoczyk, przedwojenny sędzia. – Był dyspozycyjnym sędzią – podkreśla Łuczak. Jest odpowiedzialny za wiele wyroków śmierci na Żołnierzach Wyklętych.
Uroczysty pochówek
Prezentacja wyników identyfikacji odbyła się w powstającym Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce. – Pokazuje to, że nasza misja powołania Muzeum Żołnierzy Wyklętych ma swoją realną podstawę. Walka o prawdę nie ma znaczenia, ile będzie trwać, te osoby będą miały przywrócone miejsce godnego spoczynku – zapewnił dyrektor powstającego muzeum Jacek Karczewski.
Rodziny zdecydowały się na wspólny pochówek zamordowanych. – Wszyscy zginęli razem, to niech będą razem pochowani – mówi Gnoza. – Za zgodą rodzin znaleźliśmy godne miejsce na pochówek na cmentarzu parafialnym – powiedział prezydent Ostrołęki Janusz Kotowski. – Chcemy, aby byli pochowani uroczyście, aby była żywa pamięć o nich – dodaje. Zaznacza, że wszystkie koszty miasto weźmie na siebie.
Fundacja Niezłomni apeluje o zgłoszenie się rodzin pozostałych dwóch osób, tak aby było możliwe zidentyfikowanie ich szczątków. Zwraca się także o przekazywanie jej informacji na temat miejsc zapomnianych mogił i pochówków, potyczek oddziałów niepodległościowych. – Aby ci wszyscy, którzy leżą w bezimiennych grobach, zostali pochowani z honorem, a nie tak, jak tego chcieli komuniści – podkreśla Łuczak.