Cena zdrady

0
7437

Była to jedna z największych wsyp w dziejach konspiracji niepodległościowej na Białostocczyźnie od 1939 roku.

Mimo że z zachowanych materiałów archiwalnych UB wynika, iż w jej następstwie na przełomie lata i jesieni 1947 r. aresztowano kilkudziesięciu istotnych funkcją członków NZW, być może ich liczba była znacznie większa. Źródłem tej zdrady był tylko jeden człowiek, a jej okoliczności jedną z bardziej perfekcyjnych prowokacji białostockiej bezpieki.

Tą postacią był Jan Skowroński ps. „Cygan”. Urodził się 5 lutego 1922 r. we wsi Dmochy- Rodzonki w gminie Czyżew ( powiat Wysokie Mazowieckie). W roku 1936 ukończył szkołę powszechną w Łapach a następnie szkołę zawodową w Białymstoku uzyskując zawód tokarza. W maju 1942 roku wstąpił do Narodowych Sił Zbrojnych i rozpoczął działalność konspiracyjną.  Był łącznikiem Feliksa Łuniewskiego – „Żbika”. Najprawdopodobniej z rozkazu organizacji, w listopadzie 1944 roku, wstąpił do UB, pełniąc funkcję wywiadowcy w Sekcji IV PUBP w Wysokiem Mazowieckiem. Następnie, w grudniu 1944 r.  został oddelegowany do Centralnej Szkoły MBP  w Lublinie. Po jej ukończeniu, w marcu 1945 r. w stopniu podporucznika rozpoczął pracę jako szef PUBP i kierownik grupy operacyjnej w Wyrzysku w woj. bydgoskim. Z zachowanych dokumentów w IPN wynika, że zdezerterował na rozkaz organizacji 5 kwietnia 1945 roku i powrócił na teren woj. białostockiego. Ponownie znalazł się w konspiracji. Służył w oddziałach podziemia niepodległościowego: w NSZ a później NZW. Początkowo w oddziale  swojego dowódcy z okresu okupacji niemieckiej Feliksa Łuniewskiego –  „Żbika” a od września 1945 r. w Grupie Ochrony sztabu Komendy Okręgu NZW Białystok o kryptonimie „Chrobry”. Grupą tą dowodził sierż./ppor. Tadeusz Narkiewicz – „Ciemny”. Pełniła rolę także Żandarmerii Okręgowej. 29 kwietnia 1946 roku„ Cygan”  został szefem Wydziału I (organizacyjnego) w Komendzie Powiatu NZW Wysokie Mazowieckie kryptonim „Mazur”.  Obok powiatu łomżyńskiego była to najliczniejsza i najlepiej zorganizowana struktura powiatowa NZW na Białostocczyźnie. Skowroński, jako doświadczony konspirator i członek Komendy Powiatu, poznał świetnie  „teren” tj. punkty kontaktowe, system łączności, kwatermistrzów, dowódców kompanii i batalionów, kwatery, gdzie często stacjonowały oddziały partyzanckie. Posiadał wiedzę na temat lokalizacji dwóch magazynów broni i amunicji. Znał również stałe trasy patroli i oddziałów partyzanckich. Każdy oddział lub patrol posiadał takie 3-4 stałe marszruty z miejscami na nocleg i zakwaterowanie. 20 lipca 1946 roku rozkazem nr 15 Komendanta Okręgu został awansowany do stopnia podporucznika.

Konspiracyjną pracę kontynuował do 31 marca 1947 r. kiedy to, korzystając z amnestii ujawnił się w Wysokiem Mazowieckiem. Jednak już kilka dni później, zagrożony aresztowaniem, ponownie powrócił do podziemia.

3 sierpnia 1947 r. w wyniku donosu we wsi Krzeczkowo (gmina Czyżew), „Cygan” wraz z towarzyszącym „Tęczą” – Czesławem Kruszewskim natknęli się na grupę operacyjną UB. Pomimo beznadziejnej sytuacji podjęli walkę. „Tęcza” zginął w walce. „Cygan” ranny, nie mając szansy na ucieczkę, próbował popełnić samobójstwo strzelając sobie w głowę. Nie zabił się, ciężko ranny dostał się do niewoli. Został przewieziony do szpitala w więzieniu białostockim i umieszczony w odizolowanej separatce. Próba samobójcza spowodowała częściowy paraliż. Przez kilkanaście dni nie odzyskiwał przytomności; później okazało się, że ma trudności w poruszaniu się.

Dla Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Białymstoku schwytanie oficera NZW  tej rangi było nie lada gratką. Wszak był zastępcą ppor. „Ciemnego” – Tadeusza Narkiewicza w Żandarmerii Okręgowej, później był przez dłuższy czas szefem Wydziału I (organizacyjnego) NZW w Komendzie Powiatu „Mazur” (Wysokie Mazowieckie); znał wielu „funkcyjnych” i oficerów  tej  organizacji na czele z „Ciemnym”, który wówczas był człowiekiem nr 2 podziemia NZW.

Do opieki nad rannym przydzielono znanemu „Cyganowi” Jana Malinowskiego z Łap. W poprzednim roku to on leczył i opiekował się chorym Skowrońskim na jednej z konspiracyjnych kwater. Nie wiadomo, jak dobrze się poznali ale być może to właśnie Jan Malinowski podał funkcjonariuszom UB „klucz” do Skowrońskiego. Malinowski był bowiem współpracownikiem bezpieki o krypt. „Mściciel”. Być może znacznie wcześniej dostrzegł u „Cygana” elementy znerwicowania i nadpobudliwości. Ale nie tylko on na to zwracał uwagę. Według relacji ppor. NZW Jerzego Karwowskiego – „Newady”:  „(…) Był ze mną w Mazowieckiem w Łomżyńskiem i Olsztyńskiem. Że nerwy miał rozstrojone to wiem, bo w nocy – jak spaliśmy razem – zrywał się nagle i łapał za pistolet. (…) Na karb tego nerwowego wykończenia kładę to, że się załamał, tylu ludzi wydał (…)”Nie ma żadnej wątpliwości, że zadaniem „Mściciela” było zdobycie informacji od rannego. Około połowy sierpnia „Cygan” odzyskał przytomność na tyle, że mógł zacząć się porozumiewać. Pierwsza informacja, którą otrzymał od „pana Jana” to było fałszywe potwierdzenie miejsca gdzie się znalazł. „Cygan” bowiem sądził, że skoro wpadł ranny niedaleko rodzinnej miejscowości to znaczy, że znajduje się w Łapach. Agent skwapliwie to potwierdził… W jednym ze swoich pierwszych pisemnych meldunków odnotował, że Skowroński to fałszywe potwierdzenie przyjął z wyraźnym uczuciem ulgi. Ranny niedługo później przyznał, że najbardziej obawiał się tego, że jest… w Białymstoku ponieważ wówczas znalazłby się w sytuacji bez wyjścia! „Mściciel” pozyskał jego zaufanie na tyle, że „Cygan” postanowił przekazać za jego pośrednictwem siostrze krótkie listy m.in. do ppłk. „Błękita” –Żwańskiego, kpt. „Huzara” – Kazimierza Kamieńskiego; z informacją gdzie się znajduje i z prośbą o uwolnienie. Oprócz listów „Cygan” przekazał, gdzie i do kogo należy dostarczyć listy.

Nie musimy chyba dodawać, że listy te nigdy nie dotarły do adresatów a znalazły się na biurku por. Józefa Łaneckiego naczelnika Wydziału III WUBP w Białymstoku. W naszym przekonaniu to on był właściwym autorem tej prowokacyjnej operacji. Łanecki ukończył kurs w Kujbyszewie pod nadzorem NKWD. Tam prawdopodobnie poznał całą gamę technik manipulacyjnych. Na kursach tych bowiem uczono nie tylko metod torturowania i werbunku agentury. Równie dużą rolę  sowieckie służby przykładały do psychologicznego rozgrywania przeciwnika. Podkreślić należy rolę „Mściciela”. Znał „Cygana” wcześniej, jako rzekomy pielęgniarz nie odstępował go na krok. Mógł szybko dostrzec takie zachowania i cechy osobowości, o których szybko doniósł. Wreszcie sam Łanecki: w dotychczasowej  „pracy” zwalczał „bandy” na terenie pow. Wysokie Mazowieckie; miał do czynienia z agenturą i jej meldunkami, posiadał doświadczenie i jakąś wiedzę na temat podziemia.

Z zachowanych dokumentów archiwalnych  wynika, że około 20 sierpnia ranny „Cygan” zaczął się niepokoić brakiem odpowiedzi od podziemia na jego listy. Jego niepokój wzrastał w związku z tym UB postanowił finalizować operację.

23 sierpnia po południu do białostockiego więzienia na rzekome widzenie przyjechała matka Skowrońskiego wraz z siostrami Janiną i Eugenią. Na miejscu jednak oznajmiono im, że w dniu tym widzenia z aresztowanymi zostały wcześniej zakończone ale Jan Skowroński prosi, aby któraś z sióstr została przy nim w szpitalu. Matka zadecydowała, że będzie to Janina i odjechała z drugą córką z  powrotem do Łap.

Siostrę „Cygana” nie doprowadzono do brata. Wprowadzono ją do jednego z pomieszczeń i tam doszło do decydującej rozmowy. Nie wiemy do dnia dzisiejszego, kto ze strony UB w niej uczestniczył. Nie wiemy też jakich użyto argumentów i środków psychicznego nacisku. Prawdopodobnie były to „dobre rady” („może Pani pomóc bratu”) połączone z mniej lub bardziej zawoalowanymi groźbami. W ich wyniku biedna dziewczyna, prawdopodobnie spanikowana  na samą myśl, gdzie i z kim się znajduje, zgodziła się na napisanie listu do brata. Przypomnijmy tylko tyle, że w roku 1947 i jeszcze wiele lat później sama nazwa „UB” rodziła przerażenie… Nic więc dziwnego, że zestresowana dziewczyna dość łatwo uległa. Treść tego listu była już przygotowana i Janina Skowrońska napisała pod dyktando:

Łapy, 23.VIII.1947 r.

………………”Kochany Braciszku!

Na twoja prozbe, jeździłam do wsi Czochanie-Gora do ZONCY Jozefa i do wsi Lopienie-Szelengi do Pientki Kazimierza oddalam im Twoje listy i prosiłam ich aby pomogli Ci w ucieczce, ze szpitala. Jednak oni odmowili pomocy, mowiac, ze plk. zabronil im bez jego wiedzy cos-kolwiek robic, Kiedy natomiast prosiłam „Wierzby” aby skontaktowal mnie z plk. on tez odmowil, komunikując ze p. plk. wyjechal do Warszawy. Ja jednak wnioskuje, ze to to jest wszystko nie prawda, gdyż zonca powiedział, ze p.plk. lezy chory oni mnie oklamuja. Rozmawialem z panem PIENKOWSKIM, on wiedział się z Kazikiem Huzarem, ten tez nic nie może pomoc, gdyż nie ma ludzi. Napisz co mam robic dalej. Gienia jeszcze nie przyjechala. Przykro, ze wszyscy koledzy o Tobie zapomnieli tylko pija i bawia się.

                                                                                                 „Jaska……”

Treść listu znalazła się w notatce sporządzonej przez naczelnika Wydziału III WUBP, Józefa Łaneckiego (styl i pisownia maszynopisu oryginalna). Prawdopodobnie rano następnego dnia tj. 24 sierpnia, list napisany ręką Janiny Skowrońskiej trafił do adresata. Odegrał rolę  detonatora. Najpierw u „Cygana” pojawiło się rozgoryczenie, które wkrótce zmieniło się w gniew na rzekomych „wiarołomnych kolegów”.: „(…) Ja im pokaże teraz wszystkim jak trzeba dbać o swego człowieka z dniem dzisiejszym wypowiadam wojnę i zobaczą co to „Cygan” (…) – fragment „Doniesienia Agenturalnego” z dn. 25 sierpnia agenta „Mściciela”. W najwyższym stopniu zdenerwowany i ulegający nastrojom paniki  zadecydował o złożeniu zeznań. W „słuszności” takiego wyboru utwierdzał go niezawodny „ pan Janek”…

Sprowokowany ppor. „Cygan” ujawnił wszystko co wiedział o Narodowym Zjednoczeniu Wojskowym. Wydał wszystkie „punkty kontaktowe”, łączników, magazyny broni, osoby kierujące podziemiem, trasy przemarszów patroli i oddziałów partyzanckich. Zeznawał kilka dni. Aby „skonsumować” treść jego zeznań Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego sformował 2 duże grupy operacyjne, każda składająca się z 400 żołnierzy KBW. Wspierało ich 130 funkcjonariuszy UB i MO. „Wielkie łowy” rozpoczęły się w nocy z 5/6 września 1947 roku. Do końca dnia 8 września aresztowano m.in. szefa wywiadu Okręgu Białostockiego NZW Tadeusza Mrozińskiego – „Sępa” (było to konspiracyjne nazwisko por. Michała Bierzyńskiego jednego z najlepszych dowódców partyzanckich z pow. łomżyńskiego). W ręce UB ponadto wpadło 2 dowódców batalionów, 3 dowódców kompanii i 3 łączników Komendanta Okręgu. Aresztowana została córka ppłk. „Błękita” – Władysława Żwańskiego oraz siostra jego adiutanta Helena Domańska.

Najcięższą stratę NZW poniosło na samym początku tej gigantycznej obławy. Rankiem 6 września we wsi Czochanie-Góra został zaskoczony ppor. „Ciemny”-Tadeusz Narkiewicz. Komendant Powiatu Łomża i Wysokie Mazowieckie zginął żołnierską śmiercią. „Cygan” był przyjacielem „Ciemnego”… Wieczorem 8 września z WUBP Białystok  do „centrali” w Warszawie telefonogramem nr. 03163  przekazano liczbę aresztowanych. Było to 38 osób, w tym wielu „funkcyjnych”.

W latach 90. ubiegłego wieku żyjący jeszcze uczestnicy i świadkowie tamtych wydarzeń utrzymywali, że zdrada ppor. „Cygana” – Jana Skowrońskiego była największą „wsypą” w historii podziemia niepodległościowego na Białostocczyźnie od 1939 roku! Według ich relacji, w następstwie zeznań „Cygana” bezpieka miała aresztować około 400 osób!!…Nie potrafimy zweryfikować tej liczby ale należy pamiętać, że „tylko” w trakcie trzech pierwszych dni (6 – 8 września 1947roku) aresztowano 38 osób. Akcję kontynuowano a z aresztowanych „wyciskano” – wiadomo jak…- następne nazwiska i wiedzę na temat konspiracji. W konsekwencji przyczyniło się to do następnych aresztowań i „wpadek” tak, że do więzień trafiali następni. Ilu ich było?

Nie potrafimy na to pytanie odpowiedzieć precyzyjnie. Wracając do samego „Cygana”… 12 września 1947 roku UB zainscenizował maskaradę z rzekomymi przenosinami rannego do… więzienia białostockiego! „Cygan” nie protestował, wręcz domagał się tego obawiając się odwetu ze strony podziemia. Zaaplikowano mu środki nasenne, umieszczono w samochodzie więziennym, po czym odjechano kilka kilometrów za miasto. Gdy ranny zaczął się budzić właśnie „więźniarka” dojeżdżała rzekomo do Białegostoku. A przynajmniej tak „Cyganowi” skutecznie wmówiono…

W jakim celu zainscenizowano to przedstawienie? Wydawać się mogło, że aresztowany po złożeniu tak wyczerpujących zeznań  przestał być ważną figurą dla UB. Nic bardziej mylnego! Późną jesienią 1947 roku i wiosną 1948 ppor. Skowroński odegrał jeszcze jedną istotną rolę dla UB. Jak się okazało – ostatnią. Na procesach przeciwko schwytanym ludziom z NZW był najważniejszym świadkiem oskarżenia. Według relacji, zeznawał chętnie i nie miał skrupułów.    „(…) Nie wiedziałem, że będzie miał taką złą sławę u ludzi(…)” – smutnie zauważył w swojej relacji ppor. „Newada” – Jerzy Karwowski.   Czy w ten sposób sądził, że uratuje własną głowę?  Prawdopodobnie na to grał. Nie wiedział tylko, że w całkowitej tajemnicy UB przygotowywał materiały w celu oskarżenia jego!  31 maja 1948 roku Wojskowy Sąd Rejonowy w Białymstoku skazał Jana Skowrońskiego na karę śmierci. Bierut nie skorzystał z prawa łaski i wyrok wykonano 29 lipca w więzieniu białostockim. Do dnia dzisiejszego pozostaje pytanie: dlaczego „Cygan” wybrał pochopnie takie rozwiązanie? Przecież ukończył Centralną Szkołę MBP w Lublinie; poznał – przynajmniej powierzchownie – metody i techniki bezpieki. W imię czego okazał się tak naiwnym? Uważamy, że o wszystkim przesądził jego stan psychiczny a właściwie rozchwianie emocjonalne. Być może stan ten – wynikający z napięcia nerwowego – pojawił się na przełomie 1944/45 roku gdy na rozkaz przełożonych wstąpił do UB. Być może jego konstrukcja wewnętrzna nie była atutem do takiej gry. Później po ucieczce i „pójściu do lasu” stan ten pogłębił się. Dramat Jana Skowrońskiego – „Cygana” i dziesiątek osób pokazuje, jak dziwną i skomplikowaną istotą jest człowiek…

nr.3 Jan Skowroński ps. „Cygan”
nr.3 Jan Skowroński ps. „Cygan”

EDYTA ŻYŁA

ROBERT RADZIK