Atak „Jastrzębia” na PUBP we Włodawie

0
7831

Oddział partyzancki włodawskiego Obwodu Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”, dowodzony przez pochodzących z Włodawy braci – ppor. Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia”,  a następnie ppor. Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego”, powstał wiosną 1945 r. w oparciu  o żołnierzy i struktury konspiracyjne 7. pp Legionów Armii Krajowej, walczącego w powiecie włodawskim podczas okupacji niemieckiej.

Począwszy od czerwca 1945 r., w ciągu następnych kilku miesięcy oddział rozrósł się do stanu kilkudziesięciu doskonale uzbrojonych żołnierzy, jednak w razie doraźnej potrzeby mógł być bardzo szybko uzupełniony ludźmi z placówek terenowych, osiągając liczebność rzędu 60-80 partyzantów. Działania podejmowane przez nich w powiatach włodawskim, chełmskim i ówczesnym lubartowskim skupiały się przede wszystkim na walce z grupami UB, WP i KBW, rozbijaniu uciążliwych posterunków MO, likwidacji konfidentów i obronie społeczeństwa przed plagą pospolitego bandytyzmu.

Ppor. Leon Taraszkiewicz ps. „Jastrząb”, „Zawieja”, dowódca oddziału partyzanckiego w Obwodzie WiN Włodawa.

Pod komendą „Jastrzębia”, od czerwca 1945 r. do stycznia 1947 r., oddział wsławił się wieloma spektakularnymi akcjami przeciwko zbrojnym organom represji reżimu komunistycznego oraz ich współpracownikom i aktywistom, wśród których najważniejsze to opanowanie 5 lutego 1946 r. Parczewa, a w następnych kilku dniach trzy zwycięskie starcia z 70-osobową grupą pościgową UB, WP i WOP,  zajęcie 12 kwietnia 1946 r. lotniska Armii Czerwonej w Lubowierzu [gm. Wołoskowola], rozbicie 12 maja 1946 r. w Gródku [gm. Siemień] plutonu NKWD, zatrzymanie i internowanie 18 lipca 1946 r. siostry Bolesława Bieruta – Julii Malewskiej z rodziną (po 2 dniach zostali zwolnieni), czy  udział w ataku połączonych oddziałów obwodów radzyńskiego i włodawskiego WiN (ok. 350 partyzantów) na Radzyń Podlaski 31 grudnia 1946 r.

Jednak do najbardziej spektakularnej akcji doszło 22 października 1946 r., kiedy to oddział Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia”, przy wsparciu ppor. Józefa Struga „Ordona” i jego żołnierzy, na 1,5 godziny opanował Włodawę, zajął Komendę Powiatową MO i zaatakował Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego, uwalniając kilkudziesięciu przetrzymywanych tam więźniów.

Józef Strug „Ordon”, dowódca oddziału partyzanckiego w Obwodzie WiN Włodawa.

Działalność włodawskiego PUBP od wielu już miesięcy przykuwała uwagę „Jastrzębia”, jako ognisko ciągłego zagrożenia dla jego oddziału i setek mieszkańców powiatu włodawskiego, współpracujących z nim i jego placówkami. Tu mieścił się ośrodek dyspozycyjny operacji przeciwpartyzanckich, wypraw pacyfikacyjnych i centrum informacyjne agentury, gdzie nad całością tych działań niepodzielną władzę sprawował sowiecki „doradca” z ramienia NKWD mjr Piotr Aleksiejew. Tam również znajdował się areszt, w którym odbywały się wstępne, często bestialskie, przesłuchania aresztowanych, których następnie odsyłano do WUBP w Lublinie. Konto funkcjonariuszy włodawskiego UB obciążało dodatkowo kilkudziesięciu zabitych podczas pacyfikacji i obław, a także kilkuset aresztowanych wcześniej członków konspiracji niepodległościowej. Również niespotykane do tej pory natężenie fali obław jednostek „ludowego” WP, KBW, UB i MO, jakie przetoczyły się po terenie powiatu włodawskiego w okresie od lipca do października 1946 r., po zatrzymaniu rodziny Bolesława Bieruta, doprowadziło do tego, że lochy włodawskiego PUBP zapełniły się dziesiątkami aresztowanych, wśród których znaleźli się także ważni członkowie Obwodu WiN Włodawa (m.in. aresztowano prawie całą włodawską placówkę wchodzącą w skład rejonu I krypt. „Władysław”, na czele z jego komendantem ppor. Janem Mazurkiem „Wrzosem”) i wielu współpracowników oddziału.

Styczeń 1946 r. Od lewej stoją: Zdzisław Kogut „Ryś”, Piotr Kwiatkowski „Dąbek”, Leon Taraszkiewicz „Jastrząb”. Na ziemi widoczny niemiecki lekki karabin maszynowy MG 13.

„Jastrząb” już wiosną 1946 r. podsuwał plan ataku na PUBP zarówno kpt. Zygmuntowi Szumowskiemu „Komarowi”, komendantowi Obwodu WiN Włodawa, jak i jego zastępcy por. Klemensowi Panasiukowi „Orlisowi”, ci jednak konsekwentnie wstrzymywali się od wydania zgody na tę akcję. Odmowę motywowali ryzykownością przedsięwzięcia, jako że we Włodawie,   w przedwojennych koszarach 9. Pułku Artylerii Ciężkiej WP, stacjonował 53. pp „ludowego” WP,  a od połowy lipca 1946 r., przerzucony z Białostocczyzny, 49. pp WP.

Ppor. Edward Taraszkiewicz ps. „Grot”, „Żelazny”, brat i zastępca dowódcy.

„o planie tym nie wiedział nikt oprócz mnie

W zaistniałej sytuacji dłużej nie można było czekać, więc „Jastrząb” decyzję o ataku na włodawską „bezpiekę” podjął w porozumieniu jedynie ze swoim zastępcą i bratem, Edwardem Taraszkiewiczem „Żelaznym”, który napisał później, że ze względu na ścisłą tajemnicę o planie tym nie wiedział nikt oprócz mnie, nawet dowódca innego lokalnego oddziału WiN, Józef Strug „Ordon”, który wprawdzie obiecał braciom wsparcie dla większej akcji, jednak o szczegółach dowiedział się dopiero w ostatniej chwili.

Analiza dokumentów archiwalnych pozwala przypuszczać, że mimo niechętnej postawy dowództwa Obwodu, „Jastrząb” na długo przed ostatecznym terminem operacji rozpoczął do niej przygotowania, co wiązało się z dokładnym wywiadowczym rozpracowaniem sił włodawskiego resortu i wojska. Jeszcze w pierwszej połowie roku współpracujący z oddziałem funkcjonariusz PUBP Feliks Matejczuk dostarczył partyzantom m.in. informacje o stanie liczebnym PUBP Włodawa oraz imienny wykaz funkcjonariuszy wraz z ich charakterystyką i pełnioną funkcją. Ponadto można założyć, że bardzo dobrze działający wywiad rejonu I pod komendą Jana Mazurka „Wrzosa”, który w maju 1946 r. dostarczył do komendy Obwodu szczegółowe informacje o liczebności, uzbrojeniu, zadaniach i nastrojach w stacjonującym wówczas we Włodawie 53. pp WP, podobne informacje zdobył również na temat 49. pp 14. DP, co pozwoliło zorientować się „Jastrzębiowi”, że stan osobowy, poziom wyszkolenia, jak i morale żołnierzy stacjonującego we Włodawie pułku, przy dobrze opracowanym planie akcji, nie będą stanowiły poważnego zagrożenia dla atakujących PUBP partyzantów.

Styczeń 1946 r. Od lewej: Edward Taraszkiewicz ps. „Grot”, „Żelazny”, Zdzisław Kogut ps. „Ryś” (poległ w Woli Wereszczyńskiej, podczas tzw. krwawej Wigilii, 24 XII 1946 r.).

Nie można również wykluczyć, że dość poważnego wsparcia w przygotowaniach planu ataku udzielił „Jastrzębiowi” wywiad ukraińskiego podziemia Nadrejonu „Łewada” (odpowiednik Obwodu WiN Włodawa) Okręgu III OUN, któremu również dość mocno mogło zależeć na przeprowadzeniu tej akcji, podczas której mogłaby pojawić się możliwość likwidacji Wołodymyra Fedczenko „Czumaka”, referenta propagandy I rejonu OUN, który 11 sierpnia 1946 r. zdezerterował i podjął współpracę z PUBP we Włodawie, przyczyniając się do poważnych strat zadanych ukraińskiemu podziemiu przez komunistów (więcej na ten temat w pełnej wersji artykułu opublikowanego w „Zeszytach Historycznych WiN-u”, Nr 39/2014).

Styczeń 1946 r. Część oddziału por. Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia”. Stoją od lewej: 1. Ignacy Zalewski „Lin”, 2. Zdzisław Kogut „Ryś”, 3. Witold Zieliński „Sosna”, 4. Ryszard Jakubowski „Kruk”, 5. Zygmunt Majewski „Lenin”, 6. N.N., 7. Józef Piwnicki „Jaskółka”, 8. Tadeusz Wawszczuk „Groźny”, 9. N.N., 10. Antoni Kosiński „Czarny”, 11. Piotr Kwiatkowski „Dąbek”, 12. Tadeusz Sokołowski, 13. Henryk Zajączkowski „Borsuk”, 14. Adam Mielniczuk „Fryc”, 15. Jan Czech „Kiepura”, 16. N.N., 17. N.N. Przy rkm siedzi Leon Taraszkiewicz „Jastrząb”.

Również termin ataku na PUBP, jak się okazało, nie został przez „Jastrzębia” wybrany przypadkowo. Zeznający przed Wojskowym Prokuratorem 14. Dywizji Piechoty kpt. Chaszesmanem, p.o. szefa sztabu 49. pp kpt. Wiktor Wersocki, stwierdził dwa dni po akcji, że celem bandy było zwolnienie aresztowanych, wywożenie których zaczęło się 22. X przez U.B. do Lublina. Zdołano wywieźć około 20 ludzi.[…]. W swoich zeznaniach potwierdził ten fakt również p.o. dowódcy pułku ppłk Karol Stasiak, który poinformował przesłuchującego go szefa sekretariatu Oddziału Informacji Okręgu Wojskowego VII por. Tyszkiewicza, że jako eskortę dla aresztowanych odwożonych z PUBP Włodawa do WUBP w Lublinie w dniu 22 października 1946 r. wysłano 20 żołnierzy 49. pp. Ponadto można założyć, że wywiadowi WIN nie nastręczyło zbyt wielu problemów zdobycie informacji, że w koszarach 49. pp przebywało 143 zdemobilizowanych żołnierzy starszych roczników, w cywilnych ubraniach i bez broni, którzy mieli opuścić pułk  23 października 1946 r., co w dniu ataku musiało znacznie osłabić potencjał obronny i możliwości operacyjne przeciwnika.

Wszystkie te okoliczności spowodowały, że 20 października odbyła się powszechna „mobilizacja” nie tylko kadrowych członków oddziału, lecz również ludzi z placówek rejonowych. Zebrało się w ten sposób ok. 50 doskonale uzbrojonych partyzantów (każdy wyposażony był w pistolet maszynowy, posiadali również ok. 20-30 rkm-ów oraz po kilka granatów na osobę). „Jastrząb” z wydzielonym pododdziałem udał się na skrzyżowania szos Lubartów – Biała Podlaska i Lubartów – Radzyń Podlaski. 21 października w pobliżu wsi Glinny Stok [gm. Siemień] zarekwirowano samochód ciężarowy GMC z przyczepą (był to najprawdopodobniej model GMC CCKW). Zdobytym pojazdem cała grupa dotarła na umówione miejsce spotkania z ok. 15-osobowym oddziałem „Ordona” we wsi Czarny Las  [gm. Ludwin, pow. lubartowski], skąd wieczorem przeniesiono się na nocleg do kol. Bogdanka [gm. Wiszniewice, pow. chełmski], by następnego dnia, po śniadaniu, wyruszyć do akcji.

Kułaków [gm. Wołoskowola], 15 lutego 1946 r. Przy trumnie Józefa Piaseckiego „Sokoła” poległego podczas starcia pod Marianką, stoją od lewej: N.N., Jan Grzywaczewski, N.N., Franciszek Grzywaczewski, Stanisław Dembiński „Bąk”, Leon Taraszkiewicz „Jastrząb”, N.N., Walenty Sołoń „Szpula”, Piotr Kwiatkowski „Dąbek”, Edward Taraszkiewicz „Grot”, „Żelazny”. Siedzą od lewej: Ryszard Jakubowski „Kruk”, Zdzisław Kogut „Ryś”, Piotr Popielewicz „Tygrys”, Antoni Gliński „Kruk”, Wacław Kondracki „Sybirak” (poległ 22 X 1946 r.).

„Jastrząb” doskonale przewidział reakcję „bezpieki”

Plan operacji, opracowany przez „Jastrzębia” i „Żelaznego” w najdrobniejszych szczegółach i przy zachowaniu całkowitej tajemnicy, w początkowej jego fazie zakładał wykonanie działań dywersyjnych, które miały odwrócić uwagę resortu od głównego celu ataku. Zakładano również, że dzięki tej prowokacji uda się wywabić z miasta część żołnierzy 49. pp i funkcjonariuszy UB, którzy – jak zwykle w takich sytuacjach – w grupie operacyjnej ruszą w pościg za oddziałem, a tym samym istotnie osłabią możliwości obronne znajdujących się we Włodawie sił komunistycznych. Jak się miało niebawem okazać, „Jastrząb” doskonale przewidział reakcję „bezpieki”, a podstęp zadziałał znakomicie.

O świcie 22 października partyzanci wyruszyli do Puchaczowa  [gm. Brzeziny, pow. Lublin], gdzie zarekwirowali drugi samochód osobowy, po czym zgrupowanie zostało podzielone na dwie grupy, z których jedna – pod dowództwem „Jastrzębia” – skierowała się do Milejowa [gm. Brzeziny], gdzie rozbroiła posterunek MO i dokonała rekwizycji marmolady w miejscowym Zakładzie Przetwórstwa Owocowo-Warzywnego. Druga, pod komendą „Żelaznego”, razem z ludźmi „Ordona”, obrała kurs na Łęczną [pow. Lublin], gdzie dojechali przed godz. 8.00. Pierwsze kroki skierowano na pocztę i przerwano łączność, a następnie podjechano pod komisariatu MO, do którego weszło 4 partyzantów, rozbrajając komendanta st. sierż. Jana Malugę, zastępcę Aleksandra Wasiuszko, sekretarza i wartownika, reszta grupy obezwładniła pięciu pozostałych milicjantów, znajdujących się w budynku obok. Wszystkich funkcjonariuszy zgromadzono w kancelarii i nakazano im położyć się na podłodze, rekwirując w tym czasie pistolet, 9 kbk, kilka grantów i amunicję. Zabrano również całą dokumentację oraz sorty mundurowe (założyli je ludzie „Ordona”), zniszczono także telefon. W międzyczasie spalono drewniany most na Wieprzu, by opóźnić ewentualny pościg od strony Lublina oraz zarekwirowano suchy prowiant ze spółdzielni; porzucono również samochód zabrany wcześniej z Puchaczowa, zamieniając go na nową półciężarówkę, zauważoną na rynku pod kinem (był to pojazd z tzw. Oddziału Kinofikacji). Niebawem do ludzi „Żelaznego” dołączyła wracająca z Milejowa grupa „Jastrzębia”, partyzanci usadowili się na dwóch samochodach, na które zabrano również komendanta posterunku MO i jego zastępcę, po czym wszyscy ruszyli do Cycowa [gm. Wiszniewice], gdzie dojechali o godz. 14.00. Tam, według raportu Komendanta Powiatowego MO w Chełmie, rozbrojono miejscowy posterunek MO, skąd zabrano broń, amunicję i mundury oraz zarekwirowano ok. 46 tys. zł w agencji pocztowej. Z Cycowa oddział ruszył w kierunku Urszulina [gm. Wola Wereszczyńska], do którego jednak nie dojechali, skręcając wcześniej w kierunku Wereszczyna [gm. Wola Wereszczyńska], który minęli i po półgodzinnej jeździe polnymi drogami, ok. godz. 15.00, „Jastrząb” zarządził postój w lesie.

Pierwsza połowa maja 1947 r. Wspólna odprawa oddziału Józef Struga „Ordona” i patrolu Walentego Waśkowicza „Strzały” (z oddziału kpt. Zdzisława Brońskiego „Uskoka”). Od lewej: Stanisław Marciniak „Niewinny”, Walenty Waśkowicz „Strzała”, Józef Strug „Ordon” (pochylony nad mapą), Ludwik Szmydke „Czarny Jurek”, Eugeniusz Arasimowicz „Mongoł”, Czesław Osieleniec „Zagłoba”. Stoją: Ignacy Falkiewicz „Mewa”, Jerzy Marciniak „Sęk”.

We Włodawie do południa panował jeszcze względny spokój, jednak w pewnym momencie fortel zastosowany przez „Jastrzębia” zaczął procentować i przynosić pożądane rezultaty. Tuż po godzinie 12.00 szef PUBP kpt. Mikołaj Oleksa odebrał alarmowy telefon z WUBP w Lublinie z informacją, że „banda Jastrzębia” dokonała napadu w Milejowie, po czym ruszyła szosą lubelską w kierunku powiatu włodawskiego. W tej sytuacji natychmiast zadzwonił do Sztabu 49. pp i poprosił  o przybycie do gmachu PUBP p.o. d-cy ppłk. Stasiaka i szefa sztabu kpt. Wersockiego, którym przekazał otrzymane informacje. Po wspólnej naradzie, jak zeznał kpt. Oleksa, postanowiliśmy urządzić zasadzkę w miejscowości Sosnowica, gdzie krzyżują się drogi Włodawa – Parczew – Łęczna. Mniej więcej za godzinę czasu po otrzymaniu telefonogramu wysłaliśmy grupę wojska na trzech samochodach oraz dwóch funkc[jonariuszy] UB Konasiuka [Adolfa] i Jakowiaka [Stefana] w kierunku skrzyżowania w/w dróg. […] W tym że samym czasie Szef sztabu w mojej obecności przez telefon dał rozkaz dla dow[ódcy] grupy stacjonującej w miej[scowości] Andrzejów gm. Wola Wereszczyńska, by urządzili zasadzkę na szosie lubelskiej.

„Słyszałem, że jedna grupa miała napaść UB we Włodawie”

Tymczasem „Jastrząb” i jego żołnierze, po ok. 30-minutowym postoju w lesie nieopodal Wereszczyna, oddalonym o ponad 25 km na płd.-wsch. od Sosnowicy (błędnie wytypowanej przez kpt. Oleksę na miejsce zasadzki), zabierając ze sobą również milicjantów, ruszyli dalej i nadal bocznymi, polnymi drogami, mijając wsie Hańsk i Dubeczno, dojechali do szosy Chełm – Włodawa, skąd skierowali się w kierunku oddalonego ok. 15 km głównego celu ataku. Po przejechaniu kilku kilometrów, w okolicach wsi Okuninka, zatrzymano nadjeżdżający od strony Włodawy samochód ciężarowy, którym poruszali się żołnierze WOP z Chełma. Jan Maluga zeznawał:

[…] Zatrzymanie samochodu wojskowego odbyło się w następujący sposób: 10-15 bandytów, wszyscy z RKM-ami na czele z „Jastrzębiem”, który miał automat „PPS” poszli po dwóch stronach drogi naprzód, pozostawiając samochód [którym jechali] z tyłu. Bandyci wyskoczyli z rowów i zatrzymali samochód, którym jechało 3 oficerów, 2-3 żołnierzy i szofer. Bandyci odebrali u nich pistolety i kbk, lecz później je zwrócili na prośbę poszkodowanych, że ich czeka więzienie. Uszkodziwszy strzałami wszystkie koła banda pojechała dalej w kierunku Włodawy. Przed odjazdem „Jastrząb” rozdzielił bandytów na grupy. Słyszałem, że jedna grupa miała napaść na pocztę, druga na milicję, trzecia na UB /we Włodawie/ […].

Podczas zbiórki na skraju lasu dowódca już oficjalnie ujawnił powód wszystkich dotychczasowych działań, które były preludium do ataku na PUBP we Włodawie i uwolnienia przetrzymywanych tam więźniów. Jak wspominał jeden z uczestników tej akcji, Stanisław Pakuła „Krzewina”, komendant „Jastrząb” ustawia nas w półkole i przedstawia nam plan ataku na Włodawę, a „Żelazny” w swoim pamiętniku zapisał, że tuż przed samą Włodawą „Jastrząb” zatrzymuje auta i przemawia krótko do chłopaków mówiąc, że idziemy z Bogiem w sercu odbić i uwolnić naszych aresztowanych ludzi.

Włodawa, ul. Piłsudskiego, którą partyzanci „Jastrzębia” kierowali się w stronę PUBP. Fragment budynku widoczny po prawej stronie, to w 1946 r. KPMO. Po lewej stronie widoczne drzwi do kamienicy, z której wyszedł referent PUBP Włodawa, Kazimierz Ostapowicz. W oddali widoczny budynek gimnazjum i liceum. Zdjęcie z lat 30. XX w.

ubek nazywał „Jastrzębia” i „Żelaznego” bandytami i obiecywał, że niedługo zostaną zabici, a wówczas przyjedzie na urlop

We wtorkowy wieczór, 22 października 1946 r., przed godz. 18.00 partyzanci wjechali do miasta i ul. Wyrykowską (obecnie ul. Tysiąclecia Państwa Polskiego) skierowali się w kierunku rynku, gdzie na krótko przystanęli, ponieważ jadący w pierwszym samochodzie „Jastrząb” poznał idącego ulicą referenta UB Leona Zubiaka, który brał udział w jego zatrzymaniu 8 lipca 1946 r. we wsi Lipniak [gm. Wola Wereszczyńska]. Został on rozbrojony, wciągnięty przez „Żelaznego” do samochodu i w głuszącym szumie silników zastrzelony (wykonanie wyroku spowodował m.in. znaleziony przy nim niewysłany jeszcze list do rodziny, w którym ubek nazywał „Jastrzębia” i „Żelaznego” bandytami i obiecywał, że niedługo zostaną zabici, a wówczas przyjedzie na urlop). Jako zabezpieczenie operacji od strony południowej pozostawiono kilka stanowisk rkm rozlokowanych w obrębie rynku, blokując tym samym 12 żołnierzy w Wojskowej Komendzie Miasta przy ul. Kościuszki, w którą partyzanci – posuwając się wzdłuż południowej i wschodniej pierzei rynku – wjechali, następnie u zbiegu ulic 3 Maja (obecnie Kościelna) i Zielnej, pochodzący z Włodawy Albin Bojczuk „Lew”, Zdzisław Pogonowski „Szakal” i dwóch innych partyzantów zostało wysłanych, by zająć pocztę na końcu ul. Zielnej i przerwać tam łączność. Pojazdy ruszyły dalej i z ul. 3 Maja skręciły w ul. 11 Listopada, gdzie nieopodal Komendy Powiatowej MO ponownie się zatrzymano. Oddział momentalnie obstawił przyległy teren, a wydzielona grupa weszła do budynku KPMO (ulokowanej na rogu ulic 11 Listopada i Piłsudskiego), który bez walki opanowano i rozbrojono ok. 6-osobową załogę, powierzając ich „opiece” kilku partyzantów. Do milicjantów dołączono również zatrzymanego chwilę wcześniej referenta UB Kazimierza Ostapowicza, który wyszedł z budynku naprzeciwko KPMO. Nie został rozstrzelany na miejscu tylko dlatego, że podczas przesłuchania podał nieprawdziwą informację, jakoby współpracował z partyzantami obwodu radzyńskiego (jako że wcześniej pracował w resorcie w pow. radzyńskim, znał dane Janusza Tracza „Kłosa”, zastępcy komendanta Rejonu I w Obwodzie WiN Radzyń Podlaski), w związku z czym „Jastrząb” odroczył wykonanie wyroku do czasu wyjaśnienia sprawy po zakończeniu akcji.

Włodawa, lata 30. XX w. Zdjęcie wykonane z placu sportowego w kierunku zachodnim, obok budynku gimnazjum i liceum (niewidoczny, po lewej). W tle budynek mieszkalny dla urzędników Ministerstwa Skarbowego, który w 1946 r. zajmował włodawski Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego.

Następnie samochody ruszyły ul. Piłsudskiego i skierowały się do oddalonego niespełna 500 m gmachu PUBP. Niestety, tuż po odjeździe sytuacja na komendzie przybrała niespodziewany obrót i wymknęła się spod kontroli, co przypłacił życiem jeden z żołnierzy „Jastrzębia”, Wacław Kondracki „Sybirak”, drugi zaś został lekko ranny. Referent UB Ostapowicz zeznawał po akcji:

W gmachu milicji, gdy zaprowadzono mnie, było około pięciu milicjantów, którzy to milicjanci zostali także rozbrojeni, natomiast ochrona nad nami składała się z trzech bandytów. Po upływie pięciu minut pobytu w milicji, do pokoju gdzie znajdowaliśmy się, sprowadzili milicjanta świeżo przysłanego z Lublina, który od razu rzucił się na bandytów, odbierając jednemu z bandytów automat, ja zaś w tym momencie stojąc obok bandyty drugiego, rzuciłem się do niego odbierając od niego pistolet „Parabellum” Nr. 5436, który posiadam obecnie, oraz zabrałem z tyłu niego stojący karabin. Milicjant po odebraniu automatu od razu strzelił z tegoż automatu zabijając jego na miejscu /bandytę/ [„Sybiraka”]. Pozostali bandyci uciekli od nas pozostawiając w gmachu Mil. Ob. – R.K.M. Ja z pistoletu odebranego od bandyty strzelać nie mogłem, ponieważ nie umiałem nim władać. Pozostałych bandytów znajdujących się obok gmachu spędziliśmy potem granatami, rzucając takowe z piętra na ulicę. […] Zajście w Mil. Ob. trwało około piętnastu minut najwięcej, po czym [partyzanci] udali się w kierunku UB Włodawa.

Dla porównania warto w tym miejscu przytoczyć fragment wspomnień K. Ostapowicza wydanych w 1962 r., w których już zgoła inaczej, wręcz heroicznie, opisywał swoje zachowanie w trakcie zajścia w KPMO:

[…] Jednocześnie rzucam się na drugiego [partyzanta], chwytam za kolbę automatu […], błyskawicznym ruchem nanoszę automat do strzału i naciskam na język spustowy. Pruję serię wprost w bandytę. […] Zostawiam automat funkcjonariuszowi MO, a sam chwytam parabellum zza pasa leżącego bandyty i mierzę prosto w stojącego, lecz, o zgrozo, pistolet nie strzela, nie można wprowadzić naboju do lufy […].

Wycofujący się z KPMO partyzanci, pozostawiając zabarykadowanych na komendzie funkcjonariuszy, dołączyli do reszty oddziału, który właśnie wkraczał do akcji. Po zatrzymaniu samochodów, wydzielone grupy z kilkoma rkm-ami zajęły pozycje przed cmentarzem, po obu stronach ul. Piłsudskiego, ubezpieczając tym samym działania od strony północnej, na wypadek ewentualnej odsieczy żołnierzy z 49. pp. Pozostali momentalnie rozbiegli się na pozycje i ze wszystkich stron otoczyli główny cel ataku – Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego, który ulokowany był naprzeciwko placu sportowego i szkoły, z tyłu zaś, w kierunku północno-zachodnim, odległy ok. 200 m kirkut żydowski (obecnie park miejski), który funkcjonariusze UB w latach 40. i 50. często wykorzystywali jako miejsce egzekucji lub grzebania ciał swoich ofiar, pomordowanych podczas operacji w terenie. Po 1956 r. w budynku tym miały swoją siedzibę Prokuratura i Komenda Powiatowa MO, przy której funkcjonował referat do spraw bezpieczeństwa. Komenda Powiatowa, obecnie już Policji, zajmuje ten budynek do dnia dzisiejszego.

Budynek, w którym w 1946 r. mieścił się Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego we Włodawie. Zdjęcie pochodzi z lat 80-tych, gdy miały tam siedzibę Służba Bezpieczeństwa i Komenda Powiatowa Milicji Obywatelskiej. Źródło: zbiory własne autora.

Kilkanaście minut po godz. 18.00 „Jastrząb”, z automatem PPS, na czele doskonale umundurowanej i uzbrojonej w rkm-y Diegtiariowa 6-osobowej grupy szturmowej, pewnie wkroczył przez otwartą bramę [budynki i dziedziniec PUBP ogrodzone były drewnianym płotem] na teren siedziby UB i skierował się w stronę budynku wartowni, gdzie znajdowały się również kuchnia i stołówka. Kolejne minuty tak relacjonował „Żelazny”:

„Wszyscy ręce do góry!”

Wartownik zatrzymuje ich pytaniem: Stój, kto idzie? Nie zwracając uwagi na pytanie, „Jastrząb” idzie dalej mówiąc do wartownika: Stań na baczność, durniu! Nie widzisz, że my z Chełma? Przy słowach tych mija go spokojnie i idzie w kierunku drzwi wartowni. Po cichu chłopcy idący za nim rozbrajają osłupiałego wartownika. Na wartowni, gdzie była jednocześnie jadalnia UB, była kolacja; przy stołach siedzą ubeki w ilości około 20-tu, gdy wchodzi „Jastrząb” witając ich słowem: „Czołem!” Kilka głosów odpowiada mu: „Czołem!”, pochylając się dalej w spokoju nad kolacją. „Jastrząb” chce poczekać kilka sekund, ażeby idący za nim chłopcy weszli do środka, bo sam wie, że nie opanuje tych ludzi. W tym momencie jeden z ubeków, a mianowicie złapany przez nas kiedyś Stefan Pietrykowski , odwraca głowę, poznaje „Jastrzębia”… Blednie okropnie, łyżka wypada mu  z ręki na stół, z ust wypływa mu tylko jakiś dziwny bełkot. Ubeki zrozumieli przestrach swego kolegi, lecz w tym momencie „Jastrząb ” rozkazuje: „Wszyscy ręce do góry!”[…].

Niestety element zaskoczenia przepadł, gdy nagle w drzwiach wejściowych do stołówki „Jastrząb” natknął się na wychodzącego stamtąd referenta UB Jakuba Zapasę, a jakby tego było mało – zaciął mu się automat. Jakby w myśl zasady, że nieszczęścia chodzą parami, w tym samym momencie z podwórza wszedł na stołówkę nieoficjalny pracownik UB Włodawa Wołodymyr Fedczenko „Czumak”, renegat z OUN, współpracujący z UB. Z okrzykiem „co wy za jedni” zaatakował on stojącego za dowódcą jednego z partyzantów i próbował wyrwać mu rkm…

[…] Słysząc to bandyta z automatem, który usiłował pobić [zabić] siedzących za stołem funkcjonariuszy, wskoczył na drugą stołówkę i zastrzelił owego „Czumaka”, podczas czego posypały się strzały oddane przez bandytów od gmachu U.B. – po oknie stołówki – zeznawał Jakub Zapasa.

Jak dodał w swoim zeznaniu komendant MO z Łęcznej, obserwujący – jako jeniec – początek akcji od strony ulicy, kiedy z tyłu U.B. padł jeden strzał, zaczęła się strzelanina ze wszystkich stron po budynku UB z RKM-ów i automatów. Dwaj bandyci odprowadzili mnie  i Wasiuszko na lewą stronę ulicy za szkołę naprzeciw UB. W trakcie tej strzelaniny, jeden z obecnych na stołówce funkcjonariuszy UB, wartownik Michał Czeran zdołał się wymknąć, dobiegł do gmachu PUBP i zaryglował drzwi wejściowe, jednak będąc już na piętrze budynku, gdy pokazał się w oknie, został zabity serią z partyzanckiej broni.

Budynek, w którym w 1946 r. mieściła się Komenda Powiatowa Milicji Obywatelskiej we Włodawie. Zdjęcie z lat 80. XX w.

Wykorzystując chwilowe zamieszanie, pozostali w stołówce funkcjonariusze UB zaczęli pojedynczo wycofywać się do kuchni, a niektórzy ostrzeliwać z pistoletów. Widząc to, „Jastrząb” próbował raz jeszcze otworzyć do nich ogień, jednak po raz kolejny zaciął mu się automat. To wystarczyło, by pierwszy z wycofujących się ubeków, Władysław Hulewski, zdążył wyciągnąć pistolet i zastrzelić stojącego mu na drodze N.N. „Śmigłego”, któremu jednocześnie odebrał rkm i podał go innemu funkcjonariuszowi – Andrzejowi Naumiukowi. Ten próbował go użyć przeciwko atakującym, jednak rkm również się zaciął, co wykorzystał jeden z partyzantów, posyłając serię ze swojego Diegtiariowa w stronę drzwi stołówki, zabijając Hulewskiego i raniąc dwóch innych ubeków – zastępcę szefa PUBP ppor. Adama Tylimoniuka i referenta Aleksandra Bożuka. W trakcie strzelaniny, ok. godz. 18.20, ze stołówki wydostali się dwaj funkcjonariusze – Szymon Nowosad i Andrzej Naumiuk, którzy  udali się do szpitala w pobliżu koszar 49. pp, skąd próbowali wezwać na pomoc wojsko, co im się jednak nie udało z powodu zerwania przez partyzantów łączności w mieście, więc ruszyli dalej i w końcu o godz. 19.20 dotarli do koszar.

Od lewej: Mikołaj Oleksa, kierownik PUBP we Włodawie w okresie od 1 I 1946 do 31 V 1948 roku; Adam Tylimoniuk, od 16 I 1946 r. do 30 VII 1947 r. z-ca kierownika PUBP Włodawa.

Moment, w którym „Jastrzębiowi” po raz drugi zaciął się automat, natychmiast wykorzystał Jakub Zapasa, kryjąc się pod stołem w stołówce, gdzie przeczekał  atak partyzantów:

[…] ja od razu wlazłem pod stół, gdzie siedziałem sam do chwili odjazdu bandy, gdyż reszta pracowników zdołała wycofać się ze stołówki [do kuchni]. Bandyci widząc, że nie ma już nikogo na stołówce, w związku z wydaniem rozkazu przez dowódcę bandy („Jastrzębia”) „naprzód chłopcy, zdobywać drugi budynek”, udali się przez wyjście ze stołówki od ulicy do gmachu Urzędu. Zajście na stołówce trwał do 10-ciu minut. Leżąc pod stołem, w czasie napadu na budynek UB jeszcze już przed odjazdem bandy [widziałem], że bandyci przez stołówkę ciągnęli obok mnie jednego zabitego przez Hulewskiego na kuchni bandytę, oraz słyszałem, że na podwórzu leżąc ranny bandyta prosił o pomoc, wołając „O Jezu, Pioter ! Koledzy nie zostawiajcie mnie”.

Warto w tym momencie oddać głos „Żelaznemu”, który na kartach swojego pamiętnika uzupełnił nieco obraz wydarzeń w stołówce:

[…] Nie ma rady, plan opanowania UB po cichu spala się na panewce, wobec tego „Jastrząb” i wraz z nim znajdujący się wewnątrz chłopcy otwierają w tę grupę [wycofujących się funkcjonariuszy UB] ogień, a wyskoczywszy z powrotem na korytarz rzucają do tego pokoju granaty. Gaśnie światło, rozlegają się stamtąd jęki.[…].

Wydarzenia na wartowni i stołówce trwały w sumie ok. 10-15 minut. W chwili gdy partyzanci otworzyli ogień, w gmachu urzędu, w swoim gabinecie na piętrze, przebywał szef PUBP, kpt. Mikołaj Oleksa wraz z sowieckim „doradcą” mjr. Aleksiejewem oraz referentem Bazylim Rabczewskim. Poza nimi w budynku znajdowało się jeszcze pięciu funkcjonariuszy UB. Kpt. Oleksa natychmiast po pierwszej salwie sięgnął po słuchawkę telefonu i połączył się – bezpośrednią linią – z dowództwem 49. pp, by poinformować ich o ataku na PUBP i wezwać pomoc. Szef sztabu kpt. Wersocki, który znajdował się wówczas w bloku oficerskim (budynek przy obecnej ul. Wojska Polskiego) razem z ppłk. Stasiakiem i d-cą batalionu rekrutów kpt. Buczackim, odebrał telefon od kpt. Oleksy o godz. 18.30. Natychmiast zarządzono alarm całego pułku i powiadomiono dowódców poszczególnych batalionów.

Widok od strony ul. Piłsudskiego domu mieszkalnego dla Urzędników Ministerstwa Skarbowego we Włodawie wg projektu budowy z połowy lat 20. XX w. Budynek ten w 1946 r. zajmował Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego (Źródło: APL).

W tym czasie „Jastrząb” i jego ludzie, pozostawiając w wartowni obrzuconych granatami i zaszachowanych ogniem broni maszynowej funkcjonariuszy, zaczęli zbliżać się do budynku PUBP. Warto przy tym wspomnieć, że w 1946 r. drzwi wejściowe ulokowane były po zachodniej stronie gmachu (wychodziły na kirkut żydowski), a nie – jak to widać na załączonym zdjęciu budynku z lat 80. XX w. – po wschodniej, od ul. Piłsudskiego, na której zatrzymały się samochody partyzantów i skąd ruszył atak. „Jastrząb” wychodząc z wartowni musiał więc obejść budynek z boku i dostać się do niego od tyłu, co było o tyle utrudnione, że z okien na piętrze, zablokowani tam kpt. Oleksa, „sowietnik” Aleksiejew i kilku innych ubeków, zaczęli się ostrzeliwać i rzucać granaty, próbując uniemożliwić partyzantom wdarcie się do wnętrza gmachu, co przypłacił życiem wspomniany już Michał Czeran, a wartownik Bazyli Dohojda został ranny w obie ręce. „Żelazny” zapisał:

„Jastrząb” […] podsuwa się pod główny gmach, gdzie siedzą więźniowie. Drzwi do gmachu zostały zaryglowane przez tego ubeka, który zdążył uciec z wartowni. Z góry, z pierwszego i drugiego piętra [z poddasza] zaczynają przed drzwi [wejściowe do PUBP] padać i wybuchać granaty. Na rozkaz zaczynamy huraganowo z oddali ostrzeliwać okna, pod osłoną ognia „Tygrys” [Piotr Popielewicz] wyłamuje drzwi główne. W tym czasie zostaje on ranny w nogę odłamkiem granatu.

„leć no i przynieś minę od Edka

Rannemu „Tygrysowi” pomógł wycofać się do budynku szkolnego Marian Szubstarski „Kanarek”, który również odniósł niegroźną ranę od odłamka granatu. Zaraz po założeniu prowizorycznych opatrunków partyzanci wrócili do walki. Pomimo prowadzonego przez okna ostrzału i wybuchających granatów, „Jastrząb” i partyzanci z grupy szturmowej, osłaniani ciągłym, huraganowym ogniem kilkudziesięciu rkm-ów i automatów, dowodzonych przez „Żelaznego” i rozstawionych wokół PUBP kolegów, dotarli do drzwi wejściowych, które – jak pisał w raporcie kpt. Zarembiuk – mimo zrywów granatów, wyrzucanych przez kpt. Oleksę i majora [Aleksiejewa] zdołali wybić, specjalnie przywiezionym żelazem […]. Będąc już w przedsionku gmachu napotkano kolejny problem, a mianowicie następne zabarykadowane drzwi, jedne już bezpośrednio blokujące schody na piętro oraz obok drugie do piwnicy, gdzie w celach przetrzymywano więźniów. Jeden z członków grupy szturmowej, Jan Jarmuł „Wąż”, tak zapamiętał tamte chwile:

[…] Zamknęli się [ubecy] i nie mamy wejścia. A Leon [„Jastrząb”] […] myśli, myśli… [i mówi do mnie] leć no i przynieś minę od Edka [„Żelaznego”], tylko bierz sowiecką, nie niemiecką, bo sowiecka silniejsza. I faktycznie silniejsze miny sowieckie były. Zanim ja przyniosłem tę minę, to on już dołek wowodzonych przeygrzebał pod schodami i drzwiami, no i tę minę załadowaliśmy i wysadziliśmy w powietrze te drzwi, ale oberwaliśmy klatkę schodową i nie można tam [było] wejść [na piętro budynku PUBP].

Wyważone główne drzwi wejściowe do PUBP we Włodawie i zawalona klatka schodowa po wybuchu miny zdetonowanej przez „Jastrzębia”. Po prawej stronie w głębi widoczne drzwi do piwnicy, gdzie przetrzymywano więźniów (zdjęcie wykonane przez funkcjonariuszy UB po ataku „Jastrzębia”).

„Żelazny” zapisał, że po wybuchu miny budynek cały zaczął się chwiać, zgasło światło w całym budynku. Strach ogarnia ubeków i przestają strzelać. Błyskawicznie wyłamują chłopcy drzwi do cel i wypuszczają szybko ludzi. Jan Maluga, funkcjonariusz MO z Łęcznej, zeznał również, że banda prowadziła przez cały czas bardzo mocny ogień po budynku UB, zmniejszając ogień dopiero po wypuszczeniu więźniów z więzienia UB. Według Stanisława Pakuły „Krzewiny”, również biorącego udział w ataku na PUBP, do piwnicy gdzie trzymano aresztowanych zeszli „Jastrząb”, wspomniany już „Wąż” oraz bracia Henryk Zajączkowski „Borsuk” i Tadeusz Zajączkowski „Szary”, których ojciec – Jan Zajączkowski – został aresztowany 5 sierpnia 1946 r. i wraz z innymi więźniami przebywał wówczas w lochu UB. „Wąż” wspominał:

[…] Ale nic, mówi [„Jastrząb”], teraz będziemy wypuszczać. Ty siedziałeś tu, znasz rozkład tych cel. Tam gdzie krzyczałem do mężczyzn: cofnijcie się pod ulicę, pod okna od ulicy, [bo] będziemy granatami otwierali drzwi, to w porządku, ale tam gdzie kobiety – pisk, płacz, lament. […] mieliśmy granaty, a te zamki to były takie pudła, jeszcze carskie, te zamczyska na wierzchu. I Leon mówi: wiesz jak będziemy otwierali? Granatami. Dlatego krzyczałem, by w celach pod ulicę się cofnęli [niewielkie okna aresztu wychodziły na wschód, od strony ul. Piłsudskiego] . Leon z jednej strony tego korytarza, ja z drugiej, odbezpieczam granat i [kładę] na to pudło i jak on eksplodował, to sprężynę odbijał i same drzwi się otwierały. Kobiety jak wyskoczyły… jak płakały, jak nas całowały…[…].

Zdjęcie wykonane z wnętrza PUBP we Włodawie. Widoczna zawalona po wybuchu partyzanckiej miny klatka schodowa i wyłamane główne drzwi wejściowe.

uwolnili tego dnia z ubeckich kazamatów 76 więźniów

Leon Taraszkiewicz „Jastrząb” i jego żołnierze uwolnili tego dnia z ubeckich kazamatów 76 więźniów, z których większą połowę stanowili członkowi i współpracownicy Obwodu WiN Włodawa. Przesłuchiwany już po ataku komendant posterunku MO w Łęcznej (którego dwóch partyzantów pilnowało przez cały czas trwania akcji) zeznał, że po wypuszczeniu więźniów bandyci zaprowadzili ich do budynku szkoły [gimnazjum i liceum, naprzeciwko PUBP], gdzie całowali się między sobą, i w ciągu 10 minut rozdzielili wypuszczonych więźniów na 3 grupy i kazali [im] natychmiast rozejść się w różne strony, a „Żelazny” na kartach pamiętnika dodał, że otrzymali oni [uwolnieni] polecenie uciekać gdzie kto może. Radość ich nie ma granic, nie sposób tego po prostu odmalować.

Budynek gimnazjum i liceum we Włodawie, przy ul. Piłsudskiego, do którego partyzanci „Jastrzębia” kierowali uwolnionych z PUBP więźniów. Zdjęcie z początku lat 40. XX w.

Po wypuszczeniu więźniów, „Jastrząb” rozważał możliwość opanowania reszty PUBP,  przejęcia całej dokumentacji i spalenia budynku, jednak niebawem zmuszony był zweryfikować te plany, ponieważ od strony cmentarza dało się słyszeć wymianę ognia pomiędzy zbliżającymi się żołnierzami 49. pp a powstrzymującym ich ogniem rkm-ów partyzanckim ubezpieczeniem. Tuż przed cmentarzem, ok. 100-200 m przed budynkiem PUBP, 7. kompania została ostrzelana przez partyzantów, jak relacjonował ppłk. Wersocki, ogniem z R.K.M. bandy, świetlnymi pociskami i zwykłymi. Ogień był prowadzony z 7 R.K.M. [przy]najmniej. R.K.M. były ustawione na większej przestrzeni z kierunku cmentarza i przestrzeni przylegającej. Po walce dowódca 7. kompanii, por. Józef Tarasewicz, na pytanie przesłuchującego go oficera Informacji Wojskowej o to, jak zachowywali się podczas akcji rekruci odpowiedział, że część żołnierzy zachowała zimną krew – część trzęsła się ze strachu, obawiając się sytuacji i kurczowo trzymając się Dowódcy.

Jako że główny cel operacji został zrealizowany i więźniowie uwolnieni, szybkie zaś przełamanie oporu broniących się na piętrze funkcjonariuszy UB wydawało się niemożliwe, ok. godz. 19.15 „Jastrząb”, by nie narażać swoich ludzi na niepotrzebne ryzyko, wydał rozkaz zakończenia akcji i odwrotu z Włodawy. Niestety, partyzanci zmuszeni byli porzucić przyczepkę oraz jeden  z samochodów (półciężarówkę), gdyż jego kierowca po pierwszych strzałach wystraszył się i uciekł. „Żelazny” wraz z dwoma swoimi amunicyjnymi, Bogusławem Zielińskim „Kozłem” i Tadeuszem Babem „Mostkiem”, ogniem rkm nieco ostudzili zapał zbliżających się żołnierzy 49. pp, następnie „zwinięto” stanowiska i marszem ubezpieczonym rozpoczęto wycofywanie się z miasta. Tak opisywał ten moment milicjant Jan Maluga:

Dając kilka salw w tę stronę, skąd było słychać strzały, […] bandyci wycofywali się ulicą idąc obok płotów, a samochód posuwał się powoli też naprzód. Mnie i Wasiuszkę zabrali ze sobą /pod ochroną dwóch bandytów/. Wycofując się ulicą „Jastrząb” dał rozkaz, żeby bandyci wszyscy przeszli na prawą stronę ulicy. W tym czasie padły strzały z lewej strony lecz kto strzelał nie widziałem. „Jastrząb” kazał bandytom wycofać się w uliczkę na prawo, sam zaś jeszcze krzyknął „Polacy! Nie strzelajcie, przyszliśmy obronić naszych więźniów”. Na piechotę bandyci jakieś trzy km. przeszli i dotarli do okolic miasta /szli przez jakieś boisko, ciemnymi uliczkami/, gdzie usiedli na samochód, który posuwał się za nimi i odjechali w stronę Lublina.

Plan Włodawy z lat 1936-1939 z zaznaczonymi punktami strategicznymi dla działań oddziału ppor. Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia” w dniu 22 października 1946 r.

Partyzanci, po przejściu w sumie ok. 1,5 km, osiągnęli rogatki miasta, gdzie wsiedli na samochód i opuścili Włodawę. Jadąc szosą Włodawa – Lublin,  po kilkunastu kilometrach, w okolicach wsi Kołacze, dostrzegli światła zbliżającego się z przeciwnej strony auta. Natychmiast ustawiono samochód w poprzek drogi i zorganizowano zasadzkę. Jak się okazało, jechało nim 10 żołnierzy 49. pp dowodzonych przez ppor. Ryszarda Gieradę, z grupy por. Leoniaka, wysłanej wczesnym popołudniem w celu zorganizowania zasadzki na oddział „Jastrzębia”. Jan Maluga zeznawał:

Na 13-tym kilometrze za Włodawą banda, jadąc samochodem zatrzymała samochód wojskowy z 14 Dywizji piechoty, którym jechało siedmiu żołnierzy z podporucznikiem, nazwiska którego nie znam. Dla zatrzymania samochodu banda postawiła swój samochód [w] poprzek szosy. Bandyci zeszli z samochodu i weszli do krzaków /było to w lesie/. Sześć bandytów z RKM-ami podeszło do samochodu z jednej strony, sześć też z RKM-ami z drugiej strony, dwóch naprzeciw z automatami. Żołnierze zupełnie się nie bronili ponieważ bandytów było 50-60 ludzi, i oddali broń /kbk i pistolet/. Pistolet i karabiny po dłuższej rozmowie z podporucznikiem bandyci zwrócili, zabrali natomiast rusznicę przeciwpancerną i samochód, a żołnierzom z podporucznikiem kazali iść do Włodawy na piechotę. Bandyci proponowali żołnierzom pójść do ich bandy, lecz oni się nie zgodzili. Mnie i Wasiuszce „Jastrząb” kazał wysiąść z samochodu i iść razem z żołnierzami. Dlaczego on to uczynił nie nie wiadomo. Po drodze ja i Wasiuszko zanocowaliśmy w gajówce, a nazajutrz okazyjnym samochodem wojskowym /jechali ci sami żołnierze z podporucznikiem do Nowo Andrzejowa [Nowy Andrzejów] i z powrotem/ przyjechałem do 49 pułku piechoty. Zameldowałem o wszystkim d-cy pułku oraz poprosiłem go, żeby dał znać do Lubartowa, że banda „Jastrzębia” ma zamiar zrobić napad na UB i MO w Lubartowie, co słyszałem, jak bandyci o tym rozmawiali.

Ciekawym uzupełnieniem powyższych zeznań są fragmenty protokołu przesłuchania szer. Tadeusza Śmiałowskiego, żołnierza 49. pp, który był jednym z zatrzymanych w zasadzce, a które znalazły się we wspomnieniach Leopolda Pytko, wówczas również żołnierza 49 pp:

Spotkanie nastąpiło około godziny 21.30 22 października [1946 r.] na szosie Lublin – Włodawa koło miejscowości Kołacze. Tuż za zakrętem stał w poprzek szosy przechylony samochód ciężarowy. Wyglądało to na wypadek, nikogo tylko nie było widać przy samochodzie. […] Dopiero po zatrzymaniu zauważyliśmy wokoło szosy bandytów na stanowiskach ogniowych. Naliczyłem ich potem około sześćdziesięciu, na pierwszy rzut oka było widać, że nie ma żadnych nadziei na stawianie skutecznego oporu. Po dość długiej chwili na powtórne żądanie poddania ppor. Gierada podniósł ręce. Żołnierze zaczęli wysiadać z samochodu. Było nas tylko dziesięciu. Bandyci otoczyli naszą grupę półkolem i pokazywali broń angielską, nowiutkie wyposażenie oraz namawiali wszystkich po kolei, aby przeszli do „prawdziwego wojska”. Dość mocnym argumentem było to, że w ich szeregach znajdował się były ordynans dowódcy pułku [płk. Roberta Satanowskiego], „plutonowy Stasio” [Stanisław Pakuła „Krzewina”], świetnie umundurowany i wyposażony. Wszyscy jednak bez wahania odrzucili te propozycje.  Wówczas bandyci zaczęli rozbierać żołnierzy i chcieli dokonać samosądu za to, że w czasie akcji na Włodawę poległo trzech [dwóch] członków bandy i czterech [pięciu] zostało rannych. W tym momencie nadszedł „Jastrząb” – skrzyczał on jednego z podwładnych, zaprowadził porządek i zagroził ostrymi sankcjami. Był to wysoki, szczupły blondyn, o twarzy chłopaka, z kosmykiem włosów wysuwających się spod mocno przechylonej rogatywki. Zachowywał się pewnie i energicznie, wydając krótkie i jasne rozkazy […].

Żołnierzom zabrano rusznicę przeciwpancerną i samochód, zaznaczając, że niebawem zostanie zwrócony, dołączono do nich milicjantów z Łęcznej i puszczono wolno. Partyzanci zajęli miejsca w obydwu pojazdach, ruszyli w kierunku Urszulina i – jak zeznawał kpt. Wersocki – po wykorzystaniu samochodu nie dojeżdżając do Urszulina, opuścili samochód, wsiedli na czekające ich furmanki i rozjechali się w różne kierunki drogami polnymi. Według Stanisława Pakuły „Krzewiny”, ta część oddziału, która odjechała zatrzymanym samochodem, po zniknięciu w podwłodawskich lasach, zakwaterowała w miejscowości Łowiszów, w kierunku Nowin, bo były dwa Łowiszowy o tej samej nazwie.

Po wycofaniu się partyzantów z Włodawy, pierwsi pod budynkiem PUBP pojawili się żołnierze 7. kompanii. Niedługo później pod budynek PUBP przyjechali z koszar ppłk. Stasiak i kpt. Wersocki, by dokonać oględzin miejsca akcji i spotkać się z kpt. Oleksą i mjr. Aleksiejewem. Szef sztabu zeznał później, że przy U.B. leżały dwa trupy z bandy i 4-ch funkcjonariuszy U.B. […] Budynek U.B. został poważnie uszkodzony, cele aresztanckie rozbite i około 70 aresztowanych wypuszczono na wolność. Dowódca pułku wysłał 6 patroli po 20 ludzi, aby przeczesały całe miasto i zatrzymały wszystkich, których spotkają, jednak po jakimś czasie wszystkie powróciły z niczym. Dla ochrony PUBP pozostawiono pluton żołnierzy, kolejnych 20 wysyłając dla wzmocnienia Wojskowej Komendy Miasta. Ponieważ – jak twierdził ppłk. Stasiak – rekrutów posyłać dla pościgu za bandą byłoby bezcelowe, udał się on z powrotem do koszar, do znajdującej się tam Komendy WOP, skąd zadzwonił do dowódcy WOP w Chełmie płk. Engelmana z prośbą, by wysłał on w pościg za partyzantami 40 żołnierzy w kierunku Kołacz i Sosnowicy. Ponadto zawiadomił też posterunek kontrolny w Sawinie [gm. Bukowa, pow. Chełm], grupę siewną 14 DP w Urszulinie i strażnice WOP, wydając rozkaz o zamknięciu wszystkich dróg. Szybki pościg za partyzantami nie był możliwy również z powodu braku pojazdów w pułku, a jedyny wówczas obecny nie posiadał świateł i był niesprawny technicznie. Dopiero po północy, 23 października, powrócił z Lublina samochód z żołnierzami, którzy odwozili tam aresztowanych, więc między godz. 1.30 a 2.00 zorganizowano i wysłano grupę pościgową złożoną z 40 szeregowców i 5 oficerów. Jak się miało okazać, żadne z podjętych przez sztab 49. pp działań nie przyniosło rezultatów, bowiem „Jastrząb” i jego ludzie zniknęli w terenie, kryjąc się na zaufanych kwaterach.

była to operacja od początku do końca przygotowana perfekcyjnie

Dokonując bilansu działań przeprowadzonych w dniu 22 października 1946 r. przez oddział partyzancki Obwodu WiN Włodawa dowodzony przez ppor. Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia” trzeba podkreślić, że była to operacja od początku do końca przygotowana perfekcyjnie, tak pod względem taktycznym, jak i strategicznym, w oparciu o dokładne dane wywiadowcze, ale też doskonale zabezpieczona logistycznie, aż do ostatniej chwili, kiedy to partyzanci zniknęli w lasach na zabezpieczonych już wcześniej podwodach. Począwszy od działań pozorowanych, mających zmylić czujność i osłabić potencjał obronny przeciwnika, przez samo opanowanie Włodawy i rozbicie PUBP, skończywszy na uporządkowanym odwrocie z miasta, akcja ta jawi się jako błyskotliwy przykład opanowania i zastosowania w praktyce sztuki operacyjnej przez twórców planu i dowodzących operacją braci Taraszkiewiczów – „Jastrzębia” i „Żelaznego”. Trudno się zatem dziwić Leopoldowi Pytko, ongiś żołnierzowi 49. pp, który we wspomnieniach wydanych w 1975 r., odważył się z mało skrywanym uznaniem ocenić działania „Jastrzębia”, pisząc, że akcja napadu na Włodawę była charakterystycznym przykładem bardzo wnikliwego i przebiegłego planowania. Zaskoczyła ona zarówno włodawskie organa bezpieczeństwa, jak i żołnierzy pułku. Tym bardziej dziwi późniejsza, niezbyt sprawiedliwa ocena operacji, wystawiona przez zastępcę komendanta Obwodu WiN Włodawa, Klemensa Panasiuka „Orlisa”, który – jak zapisał w pamiętniku „Żelazny” – gdy dowiedział się o tej akcji, to powiada, że: „jest to naprawdę fantastyczna akcja”, potem powiedział, że akcja ta uwolniła tylko „bulbowców” [chodzi o Ukraińców z OUN-UPA].

W wyniku uderzenia na PUBP we Włodawie, które w skali całego kraju było siedemnastą i jednocześnie ostatnią udaną akcją podziemia na siedzibę UBP, wolność odzyskało 76 więźniów, w tym członków i współpracowników AK-WiN – 39, członków i współpracowników OUN-UPA – 28,  współpracujących podczas wojny z Niemcami – 3, nielegalnie posiadających broń – 3,  oraz po jednej osobie zatrzymanej za rozgłaszanie wrogiej propagandy, napady rabunkowe i dezercję z wojska. W ciągu dwóch dni od ataku do PUBP we Włodawie zgłosiło się dobrowolnie 8 uwolnionych wcześniej więźniów, a jak zeznał kpt. Wersocki, pewną niedużą ilość ujęto przez U.B.

W akcji na PUBP we Włodawie wzięło udział ok. 50 partyzantów Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia”, wzmocnionych ok. 15 ludźmi z oddziału Józefa Struga „Ordona”. W trakcie działań bojowych, oprócz renegata z OUN – Wołodymyra Fedczenko „Czumaka”, zginęło trzech funkcjonariuszy UB (dwóch referentów i wartownik), również trzech odniosło rany. Poległo także dwóch partyzantów – N.N. ”Śmigły” i Wacław Kondracki „Sybirak”, a pięciu odniosło niegroźne rany.

Atak oddziału Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia” na PUBP we Włodawie, mimo poniesionych strat,  trzeba uznać za niewątpliwie duży sukces odniesiony w walce z reżimem komunistycznym, dzięki czemu wielu członków polskiego, jak również ukraińskiego, antykomunistycznego podziemia z powiatu włodawskiego zdołało ukryć się i doczekać chwili, gdy mogli w miarę bezpiecznie skorzystać z amnestii z 22 lutego 1947 r., a co za tym idzie ludzie ci uniknęli poważnych represji, piekła śledztw i przesłuchań, długoletnich kar więzienia, a zapewne  w niektórych przypadkach nawet śmierci.

Niestety, głównym bohaterom wydarzeń z października 1946 r., którzy zwrócili wolność tak wielu ludziom, nie dane było doczekać niepodległej Polski. Niespełna 3 miesiące później, 3 stycznia 1947 r., w wyniku ran odniesionych podczas ataku na oddział propagandowo-ochronny „ludowego” WP w Siemieniu, zmarł ppor. Leon Taraszkiewicz „Jastrząb”. Por. Józef Strug „Ordon” zginął z bronią w ręku 30 lipca 1947 r. w kolonii Sęków [pow. Włodawa], otoczony przez grupę operacyjną UB-KBW. Po śmierci „Jastrzębia”, komendę nad pozostałymi w podziemiu żołnierzami przejął jego zastępca i brat ppor. Edward Taraszkiewicz „Żelazny”, który wytrwał w walce do 6 października 1951 r., kiedy to  poległ próbując przebić się przez kordon 600-osobowej obławy UB-KBW, która osaczyła go na kwaterze w Zbereżu [pow. Włodawa], gdzie przebywał wraz z trzema ostatnimi żołnierzami. Wraz z jego śmiercią zakończyła się tragiczna epopeja ludzi, którzy na ziemi włodawskiej postanowili trwać z bronią w ręku i do końca stawiać zaciekły zbrojny opór komunistycznemu zniewoleniu.

Przez pół wieku komuniści, by zatrzeć i zeszmacić pamięć o braciach Taraszkiewiczach i ich żołnierzach, piórami usłużnych propagandzistów i literatów zrobili z nich pospolitych bandytów i patologicznych morderców. Jakby tego było mało, nie tylko w barbarzyński sposób sprofanowali ich ciała, grzebiąc wielu z nich w nieznanych miejscach, ale odebrali ich rodzinom nawet prawo do okazywania bólu i upamiętnienia swoich bliskich. Ale pamięć przetrwała… Po 1989 roku powoli zaczęła przebijać się do opinii publicznej prawda o tych ostatnich bohaterach Antykomunistycznego Powstania. Jednak nawet w wolnej Polsce potrzeba było prawie 20 lat by w końcu mogli zostać upamiętnieni tak jak na to zasłużyli – okazałym pomnikiem w reprezentacyjnym miejscu ich rodzinnej Włodawy, wybudowanym dzięki staraniom Fundacji „Pamiętamy”.

Swoistym dopełnieniem elementarnej sprawiedliwości i oddaniem im hołdu było nadanie przez śp. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, postanowieniem z dnia 20 sierpnia 2009 roku, „za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej”, pośmiertnie obu braciom – „Jastrzębiowi” i „Żelaznemu” – Krzyży Wielkich Orderu Odrodzenia Polski, Polonia Restituta, jednego z najwyższych polskich odznaczeń państwowych. 25 września 2010 r. odbyło się uroczyste wręczenie Krzyży, które w imieniu dowódców odebrała ich siostra, Pani Rozalii Taraszkiewicz – Otta.

Grzegorz Makus

historyk, twórca strony „Żołnierze Wyklęci – Zapomniani Bohaterowie

* Powyższy tekst jest skróconą wersją artykułu autora, (Atak oddziału ppor. Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia” na PUBP we Włodawie 22 X 1946 r.) który ukazał się w „Zeszytach Historycznych WiN-u”, Nr 39/2014; do nabycia w księgarni internetowej www.poczytaj.pl (https://www.poczytaj.pl/ksiazka/zeszyty-historyczne-win-u-nr-39-czerwiec-2014-praca-zbiorowa,301531) lub na stronie zhwin.pl